Subiektywny wybór 5 najlepszych książek półrocza

9 lip 2019


Cześć! Połowa roku minęła jak z bicza strzelił. Mamy już lipiec! Dlatego dziś chcę zwrócić Waszą uwagę na 5 książek, które najbardziej mi przypadły do gustu w ciągu półrocza.
 

Robert M.Wegner „Opowieści Meekhańskiego Pogranicza”: tom V „Każde martwe marzenie”


„Meekhan polecam wszystkim fanom fantasy, a także inteligentnym i dociekliwym czytelnikom. Ciąg przyczynowo-skutkowy jest tu doprowadzony do perfekcji, budowa psychologiczna postaci – na najwyższym poziomie, wplatanie motywów fantastycznych – mistrzowskie.”

Celeste Ng „Małe ogniska”


„Głównym bohaterem tej książki są nie tyle ludzie, co relacje między nimi. Sporą część uwagi autorka poświęca macierzyństwu i różnych schematach wychowywania dzieci. Robi to z delikatnością i wyrozumiałością, bez krytyki poszczególnych zachowań. Ocenę pozostawia czytelnikowi. I ja to bardzo szanuję. Książkę czytało mi się fantastycznie i niesamowicie szybko. Historia wciągnęła mnie bez reszty i przeżywałam wiele skrajnych emocji wraz z bohaterami.”

Gustav Flaubert „Pani Bovary”


„Bardzo Wam polecam tę książkę! Nie dlatego, że WYPADA. Nie dlatego, że KLASYKA. Nie. Polecam dlatego, że jest naprawdę świetnie napisana i traktuje o problemach, które również dziś (a może nawet zwłaszcza dziś) pożerają społeczeństwo i zniekształcają obraz prawdziwej miłości.”

Jozef Karika „Szczelina”


„Historia jest przerażająca. A im bliżej końca tym bardziej wydaje się zagmatwana. Racjonalne argumenty przegrywają z surrealizmem przeżyć Igora. Kręcimy się w kółko i do końca nie wiemy, co jest prawdą, a co straszliwym wytworem wyobraźni. Niejednokrotnie miałam ciarki podczas czytania i dziękuję sama sobie, że nie zdecydowałam się na nocną lekturę tej książki, bo każdy najmniejszy szelest mógłby skutkować u mnie podskoczeniem serca do gardła.”

Jozef Karika „Strach”


„Strach” to książka, która naprawdę przeraża. Połączenie lęku z szaleństwem stworzyło mieszankę wybuchową, która sprawiła, że miałam dreszcze, a jednocześnie nie mogłam oderwać się od lektury. Cały czas coś mnie ciągnęło do tej książki. Na szczęście czytałam ją w dzień. Czułam, że po wieczornej lekturze chyba bym nie zasnęła.”


A jakie są Wasze ulubione książki półrocza? Coś Was szczególnie zachwyciło? Podzielcie się w komentarzach tytułami lub linkami do Waszych podsumowań na blogach.

Miłego dnia! :)
4

C.J.Tudor "Kredziarz"

2 lip 2019

Cześć! 

Dziś mam dla Was kilka słów na temat „Kredziarza” C.J.Tudor. Tak, jak obiecałam, latem królują u mnie krótkie wpisy. No to bum!
 

O treści

Mamy grupkę dzieci, które zostawiają sobie tajne wiadomości rysując schematyczne obrazki kredą. Pewnego dnia symbole prowadzą ich do ukrytych w lesie zwłok. Jest śledztwo, jest oskarżony... Wydaje się, że sprawa została rozwiązana. Nic bardziej mylnego. Po trzydziestu latach tajemnicze znaki powracają, a jedno z (już dorosłych) przyjaciół ginie nagle bez wieści.
 

Moje wrażenia

Już sama okładka jest intrygująca. A w środku... jeszcze lepiej! Świetna książka. Wciągająca, nieprzewidywalna i zaskakująca. Jest mrok, jest tajemnica, są dobrze nakreśleni bohaterowie. Autorka pisze prostym językiem i umiejętnie buduje napięcie. Po zakończeniu jednego rozdziału płynnie przechodzi się do drugiego i tak mija godzina za godziną. Nie można się oderwać. Polecam!


2

Kaja Nordengen "Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd"

25 cze 2019



Cześć!

Razem z początkiem lata, zaczynam serię krótkich wpisów na blogu. O tej porze roku skupienie leży i kwiczy u nas wszystkich, dlatego nie chcę męczyć Was długimi postami. Teraz będę stawiać na konkret. A do obszerniejszych recenzji może wrócę jesienią :)

Ostatnio w moje ręce wpadła książka „Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd” Kai Nordengen. Pomyślałam sobie: dlaczego nie? Przecież zawsze warto dowiedzieć się czegoś nowego. I rzeczywiście, lektura tej książki otworzyła mi oczy na wiele spraw, o których wcześniej nie wiedziałam, bądź zdawałam sobie z nich sprawę, ale tylko pobieżnie. Dowiedziałam się na przykład, dlaczego znaczna większość z nas (jeśli nie wszyscy) ma słabość do tłustego i słonego jedzenia oraz dlaczego chipsy im bardziej chrupiące, tym lepsze nam się wydają. Zaciekawił mnie również temat ćwiczenia pamięci (bo sama mam z nią problemy), słuchania muzyki podczas nauki, a także uczuć, które wcale nie tkwią w sercu :) Autorka wytłumaczyła wszystko w życiowy i łatwy do zrozumienia sposób, nie tracąc jednak przy tym naukowego zacięcia.

Książkę „Mózg rządzi” polecam osobom, które lubią mieć świadomość swojego ciała i ducha. Bo to wszystko siedzi „w głowie”. Warto wiedzieć!


0

Roger Lancelyn Green „Mity Skandynawskie”

18 cze 2019


W ciągu ostatnich 9 miesięcy dwukrotnie gościłam w Skandynawii. Nie wliczam w to 9-godzinnego pobytu na lotnisku w Kopenhadze kilka tygodni temu, gdy piloci SAS strajkowali, co skutkowało odwołaniem mojego lotu do Zurychu. Mówię raczej o kilkudniowych pobytach, które bardzo miło wspominam ;) Pierwszy raz to była podróż poślubna do Kopenhagi, podczas której udało nam się załapać na koncert ulubionego zespołu mojego Męża, U2. Drugi wyjazd był do Oslo. W obu przypadkach byłam zachwycona Skandynawią, jej wyglądem, mieszkańcami, podejściem do życia (zapraszam do zapoznania się z recenzją książki o Hygge). Trochę mniej zachwycona byłam tamtejszymi cenami, no ale trudno. Coś za coś. 

Idąc za ciosem postanowiłam w końcu zapoznać się z Thorem, Lokim i innymi mitologicznymi bóstwami rodem ze Skandynawii. Bo o ile wierzenia starożytnych Greków i Rzymian są znane wszem i wobec, o tyle bóstwa ludów północy były dla mnie zagadką. Dlatego gdy zobaczyłam w bibliotece książkę R.L.Greena, nie wahałam się ani chwili. 

„Mity Skandynawskie” Greena to zbiór opowieści od powstania świata aż do legendy o Zmierzchu Bogów (Ragnaröku), kiedy to ze zgliszczy starego świata ma się wyłonić nowy, pozbawiony przemocy i wojen. Mity przedstawione są w sposób lekki i przystępny, choć niemało w nich przemocy. Ci Skandynawowie to chyba lubili krew. W sumie to samo można powiedzieć też o Grekach i Rzymianach... takie były czasy. Green pisze prostym językiem, czasem nawet zbyt prostym. Budowanie napięcia też nie jest najwyższych lotów niestety. Wyobrażam sobie, jak niektóre z wydarzeń mógłby opisać np. Tolkien, Martin lub nasz rodzimy Grzędowicz... byłoby to coś niesamowitego! Te historie mają w sobie ogromny potencjał. Ale jednego nie mogę odmówić tej książce. Zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po inne pozycje w temacie mitologii skandynawskiej. Po lekturze mam taki niedosyt, że czym prędzej zechcę zgłębić temat dziejów Odyna, Thora i Lokiego.

Lektura „Mitów Skandynawskich” otworzyła mi oczy na ich szerokie zastosowanie we współczesnej kulturze, literaturze i sztuce. Czym innym jest WIEDZIEĆ o tym, a czym innym jest UŚWIADOMIĆ SOBIE TO i zobaczyć na własne oczy. Szok! Całe tolkienowskie Śródziemie, Midgaard z "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza, komiksy Marvela, ... to wszystko zaledwie maleńki ułamek ze spuścizny mitologii skandynawskiej.

Podsumowując: Uważam, że „Mity Skandynawskie” Greena to książka idealna dla świeżaków, którzy dopiero łapią bakcyla na puncie bóstw północy. Zarysowuje ogólne wydarzenia, ich przyczyny i skutki. Jest porządnie usystematyzowana i zachowuje chronologię zdarzeń. Bohaterowie są dobrze skonstruowani, a ich cechy charakterystyczne od razu wysuwają się na pierwszy plan. Ta książka zdecydowanie jest warta uwagi.


Teraz moja prośba do Was. Jeżeli czytaliście, lub ktoś z Waszych znajomych czytał inne książki w temacie mitologii skandynawskiej, to podzielcie się się tytułami. Będę Wam za to bardzo wdzięczna! 
6

Robert M.Wegner "Każde martwe marzenie"

11 cze 2019


„Każde martwe marzenie” to piąty tom cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” autorstwa Roberta M. Wegnera. Serię tę pochłania coraz więcej czytelników nie tylko w Polsce, ale i na świecie (szał na Meekhan jest np. w Rosji). I ja też chętnie czytam te powieści, mimo że lektura każdej z nich zajmuje mi mnóstwo czasu. Nie potrafię szybko czytać Wegnera. Nie mogłabym go „odhaczyć” i polecieć dalej. Wegnera czytam emocjonalnie, a z „Każdym martwym marzeniem” spędziłam… ponad miesiąc. 

Był to miesiąc pełen walk, zwrotów akcji i strategicznego myślenia, a także mitów i legend. Nie chcę Wam streszczać powieści, dlatego skupię się wyłącznie na wrażeniach z lektury. Wegner ma talent do pogrywania ze swoimi bohaterami, wrzucając ich „na głęboką wodę”, w sam środek sytuacji, z którą na pierwszy rzut oka trudno im sobie poradzić. Nie inaczej było i tym razem. Najciekawsze wydarzenia rozgrywają się z udziałem moich ulubieńców: Altsina, Deany i Key’li. A, przy okazji: moim zdaniem autor powinien dostać jakąś ekstra nagrodę specjalną za budowanie postaci kobiecych. Są to silne dziewczyny, żadne tam stereotypowe „królewienki” czy inne mazgaje. Z wielką przyjemnością się o nich czyta! Akcja zagęszcza się od samego początku, a od połowy gna jak szalona. W końcówce dużo się dzieje i strasznie żałuję, że nie ma jeszcze w księgarniach następnego tomu. Tyle pytań! Tyle niedopowiedzeń! Uwielbiam to. A jednocześnie chciałabym znać rozwiązanie, wiadomo :)

Meekhan polecam wszystkim fanom fantasy, a także inteligentnym i dociekliwym czytelnikom. Ciąg przyczynowo-skutkowy jest tu doprowadzony do perfekcji, budowa psychologiczna postaci – na najwyższym poziomie, wplatanie motywów fantastycznych – mistrzowskie. 
PS. Głęboki ukłon za legendę o Drzewie Świata! Podziw i szacunek!
4

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life