Magdalena Kubasiewicz „Gdzie śpiewają diabły”

23 kwi 2019


Jeżeli obserwujecie moje social media to wiecie, że Sylwia z bloga unserious.pl wyposażyła mnie niedawno w piękny pakiecik książek na podróż. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna, bo powieści znacznie umiliły mi jazdę pociągami i zadbały o miłe wieczory i poranki w Brnie, gdy akurat miałam wolne od pracy. 

Na „pierwszy rzut” poszła książka Magdaleny Kubasiewicz „Gdzie śpiewają diabły”. Zamierzałam się na nią od jakiegoś czasu i byłam bardzo mile zaskoczona, gdy zobaczyłam ją w paczce od Sylwii. Po powrocie ze spotkania od razu oddałam się lekturze.


O treści 


Pewnego dnia bez śladu ginie Ewa, bliźniacza siostra Piotra. Poszukiwania trwają całymi latami, bez skutku. Piotr jednak nie daje wygraną, tym bardziej, że nareszcie pojawia się szansa na znalezienie dziewczyny. W Azylu - miasteczku, o którym mało kto słyszał - zostaje zamordowana Patrycja. Okazuje się, że w jej rzeczach znajdowało się zdjęcie Ewy. Piotr jedzie tam, żeby zapytać, czy miejscowi wiedzą coś o jego siostrze. Napotyka jednak zmowę milczenia. Jest tylko jedna rzecz, o której mieszkańcy chętnie mówią. Legenda o diable i czarownicy. 



Moje wrażenia 


Książkę czytało mi się bardzo dobrze. Wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Zaintrygował mnie Azyl - to mroczne miasteczko nad jeziorem Diablim, gdzie ludzie są jakby inni, dzieciaki mówią jak dorośli i każdy ma swoją wersję legendy, która stała się miejscowym kultem. Pełno tu plastycznych opisów, dzięki którym łatwo sobie wyobrazić ten tajemniczy zakątek „pośrodku niczego”, a także jego osobliwych mieszkańców. Akcja płynnie przechodzi od jednego wątku do drugiego, nabiera tempa i nie traci przy tym niepokojącego, wręcz mglistego klimatu. Wielkie brawa dla autorki! Jedynym minusem według mnie jest nieco przegadane zakończenie, odzierające opowieść z całej tajemnicy. Za dużo wyjaśnień i dopowiedzeń. Postawienie kawy na ławę ostudziło moje achy i ochy. Wolę sama snuć domysły i zadawać sobie pytanie „o co tak naprawdę chodziło?”. Jednak to jedyny mankament tej książki, który niekoniecznie musi przeszkadzać innym czytelnikom. 

„Gdzie śpiewają diabły” polecam szczególnie miłośnikom tajemniczej atmosfery oraz legend, w których kryje się ziarno prawdy. 



1

Michalina Wisłocka „Sztuka kochania”

16 kwi 2019


Dziś kilka słów o książce, która zrewolucjonizowała polskie podejście do cielesności 40 lat temu. Potem sprawa ucichła, aż do niedawna, gdy to w kinach pojawił się film biograficzny „Sztuka kochania” z Magdaleną Boczarską w roli Michaliny Wisłockiej. 

Książka pt. „Sztuka kochania” to poradnik uwodzenia i seksu. Krok po kroku. Od pierwszych wrażeń wzrokowych, poprzez głos i zapach, aż do dotyku. Wisłocka zwraca uwagę na wiele ważnych aspektów, o których czasem się zapomina. Niektóre rzeczy jednak już stały się w naszych czasach normą, tak jak np. ładna bielizna, nawilżanie skóry dłoni, czy usuwanie nadmiernego owłosienia. Oczywiście w recenzji pominę niektóre hardcore’owe tematy ;) Wyobrażam sobie jednak, że znaczna część tych porad mogła zakrawać na wyuzdanie w latach 60, kiedy to „Sztuka kochania” została wydana.  

Znajdziemy tutaj zarówno podpowiedzi dla singli szukających dopiero swojej drugiej połówki, jak i dla wieloletnich małżeństw. Nie jest trudno rozpalić ogień pożądania na początku znajomości. Ale żeby go utrzymać przez lata, trzeba się już postarać. W temacie dłuższych związków Wisłocka wychodzi z założenia, że nie ma potrzeby szukać na boku tego, co można mieć „w domu”. 

Co najważniejsze, „Sztuka kochania” to instrukcja czerpania autentycznej przyjemności z bycia we dwoje. Bez wstydu i kompleksów, za to z uśmiechem i swobodą. Polecam tę książkę absolutnie wszystkim. Nieważne czy jesteście w związku, czy dopiero szukacie partnera/partnerki; nieważne czy uważacie się za fantastycznych kochanków, czy dopiero raczkujecie w tym temacie. Uwierzcie mi, na pewno znajdziecie tu coś dla siebie. 



4

Meik Wiking "Hygge. Klucz do szczęścia"

9 kwi 2019


Czy wiecie, że Duńczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie? Pół roku temu spędziłam kilka dni w Kopenhadze i zauważyłam, że ludzie rzeczywiście są tam inni. Serdeczni i ciepli. Tam nikogo nie dziwi uśmiech posłany obcemu człowiekowi na ulicy. Nie ma patrzenia „spod byka”. A już na pewno nie ze strony Duńczyków. Prędzej można się tego spodziewać od turystów. 

Autor książki zajmuje się badaniami nad szczęściem. Sam zadaje sobie pytanie, jakim cudem można być najszczęśliwszym narodem na świecie mając tak niesprzyjające warunki pogodowe i tak wysokie podatki. Cóż. Duńczycy nie uzależniają szczęścia od warunków zewnętrznych, lecz od tego, co noszą sobie i co sami mogą dać światu. Dają sobie siebie samych. I sami siebie potrafią rozpieszczać. 

Hygge to „przytulność”. Kojarzy się z czułością, ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa. To powolne czytanie książki w towarzystwie miękkiego koca i pysznej herbaty. To też wieczór we dwoje spędzony na piciu gorącej czekolady przy rozpalonym kominku. Hygge to gry planszowe w towarzystwie przyjaciół, a nawet grill ze znajomymi. 

Hygge to przyjemna chwila tu i teraz. To czas, który stoi w miejscu. I płomień świecy, w który można się zapatrzeć. 

Już samo czytanie o hygge wprawiło mnie w błogostan. Zauważyłam też, że intuicyjnie wdrożyłam już do swojego życia kilka ”przytulnych” zwyczajów, np. celebrowanie lektury ulubionej książki („Mały książę”) pod kocem i z herbatą. Planuję już zakup naturalnych świec (zamiast sztucznych podgrzewaczy) i szukam miejsca na swój hyggekrog (kącik hygge). Chcę także zorganizować wieczór z planszówkami w towarzystwie znajomych. A co! Jak się bawić, to się bawić. A jak być szczęśliwym to na całego. 

6

Krzysztof Piskorski "Czterdzieści i cztery"

2 kwi 2019


Przyznaję się bez bicia: biorąc tę książkę do rąk nie byłam zbyt dobrze zorientowana, o czym jest. Wiedziałam tylko co nieco, że fantastyka, że steampunk... zrobiłam fatalny research. Nie doczytałam nawet porządnie notki wydawniczej na okładce! Czasami to źle, bo w takiej niewiedzy można wdepnąć w powieść, którą będziemy mieli chęć odłożyć po 30 stronach. Ale w tym przypadku spadłam na cztery łapy (znów więcej szczęścia niż rozumu...). Od zawsze byłam na bakier z historią i gdybym wiedziała, że fabuła aż tak mocno wżera się w wydarzenia z XIXw., pewnie bym sobie odpuściła. Tym samym straciłabym możliwość przeczytania naprawdę dobrej powieści. A tak, spędziłam z nią kilka przyjemnych wieczorów.

Na początku było mi dziwnie, gdy zobaczyłam nazwisko Juliusza Słowackiego, jako jednego z bohaterów. Potem pojawił się Sir Thomas Mitchell, Lord Byron, Adam Mickiewicz... Gdy już jednak przebrnęłam przez pierwszą falę szoku, mogłam się oddać przyjemności czytania. 

Świat przedstawiony przez Piskorskiego jest niesamowicie złożony, przez co interesujący. Składa się tak naprawdę z ogromnej liczby równoległych światów, w których czas nie gra roli. Są też ciekawe stworzenia, takie jak tetygoni, zaskakuny, a nawet słowiańskie bóstwo - Żmij. A to wszystko pośród trzylufowych rewolwerów i latających nad chmurami maszyn.

Szczególnie jednak na pochwałę zasługuje kreacja głównej bohaterki, Elizy Żmijewskiej. Jest to postać fikcyjna, wzorowana na najsilniejszych i najinteligentniejszych kobietach z XIXw. Wykształcona, znająca języki (o ile dobrze pamietam władała pięcioma), piekielnie bystra. Przewidująca, ale nieprzewidywalna. Potrafiąca z łatwością złamać szyfry zapisanych wiadomości. A do tego odważna, szlachetna, umiejętnie posługująca się bronią i znająca sztuki walki. Kobieta niezniszczalna. Superwoman, ale taka, w którą można uwierzyć. Eliza stała się moją idolką. Chciałabym choć w jakiejś części być do niej podobna. 

Podsumowując. Jestem pod wrażeniem książki „Czterdzieści i cztery” Krzysztofa Piskorskiego. Świat przez niego wykreowany na długo pozostanie w mojej pamięci. Polecam tę książkę każdemu, kto lubi fantastykę i klimaty steampunkowe. Nie przejmujcie się, jeśli w szkole historia nie była Waszą mocną stroną. Gwarantuję, że tak czy siak będziecie zadowoleni z każdej minuty spędzonej z tą książką. 

4

"Business English" (nr 70/2019, marzec-kwiecień)

26 mar 2019


Czujecie już wiosennego powera? Bo ja tak. Gdy wydłużają się dni, gdy trawa się zieleni, gdy ptaki śpiewają –  wtedy czuję, że mogę wszystko. Nawet chce mi się uczyć nowych rzeczy! Dla tych z Was, którzy podobnie jak ja złapali wiosennego bakcyla do nauki, mam recenzję najnowszego numeru magazynu „Business English” Wydawnictwa Colorful Media. Może warto dotknąć nieco trudniejszego angielskiego?


Co w środku?

Najbardziej zainteresowały mnie artykuły dotyczące zdrowia i psychologii. W tekście „Health and Fitness Trends – 2019” znajdziemy nowe ćwiczenia, nowe gadżety i wyniki najnowszych badań dotyczących zdrowego odżywiania. Gratka dla tych, którzy chcą modnie zadbać o siebie. Drugi interesujący artykuł mówi o uważności i samoświadomości w kontekście wydawania pieniędzy („Mindful Saving – A More Thoughtful Approach”). Otwiera nam oczy na tricki manipulacyjne, którym jesteśmy poddawani w sklepach, a także na to, dlaczego nie powinniśmy wychodzić na zakupy głodni :) Trzeci tekst, który szczególnie przykuł moją uwagę to „Presentation and Public Speaking Mastery”. Wyjaśnia różnicę pomiędzy prezentacją a wygłaszaniem przemówienia, jednocześnie podpowiadając nam, jak przygotować się do wystąpień publicznych. Ciekawy jest również artykuł obalający mit artystów docenionych dopiero po śmierci („The Rise of the Artrepreneur”). To już nie te czasy, kiedy sprzedawało się obraz za piwo. Teraz artysta to też biznesmen. Wie, jak się cenić. 

W najnowszym numerze „Business English” przeczytamy także o smogu na świecie. Czy wiecie, że aż 8 z 20 najbardziej zanieczyszczonych miast Europy znajduje się w Polsce? Nie mamy się czym chwalić... Kolejny artykuł jednak napawa dumą. Tekst „Poland’s Prize Brands” mówi o polskich firmach i produktach, które zostały rozsławione na cały świat. 

Oprócz tego mamy m.in. artykuł o porcie w Gdańsku („Gdańsk – The Record Breaking Baltic Port”), o umowie handlowej o wolnym handlu EU z Wietnamem („EVFTA: Euro-Vietnamese Free Trade Agreement”), o otwartym w październiku 2018r. najdłuższym moście świata, łączącym Zhuhai i Hong Kong oraz o wojnie technologicznej pomiędzy Apple i Huawei („Travails in Tech”). Magazyn zabiera nas również w podróż na Hawaje ("Say Aloha to Hawaii"). 

Rozpisałam się, a i tak jeszcze o wielu rzeczach nie zdołałam Wam opowiedzieć. Dobrze. Niech coś Was zaskoczy! (np. miły dodatek od wydawnictwa do pobrania za darmo ze strony business-english.com.pl☺)

Tradycyjnie, pod tekstami zamieszczony jest słownik z trudniejszymi wyrazami. Listę słówek można także  pobrać ze strony wydawnictwa w formacie pdf. Artykuły są dostępne również w mp3 – fantastyczna opcja dla tych, którzy chcą szlifować słuchanie ze zrozumieniem. 

Podsumowując: najnowszy „Business English” to ponad 80 stron tekstów o dość wysokim poziomie zaawansowania j.angielskiego. Jestem pewna, że dużo wyniesiecie z tych artykułów, zarówno pod kątem nauki języka, jak i wiedzy ogólnej. Polecam!

Za udostępnienie najnowszego numeru „Business English” dziękuję Wydawnictwu Colorful Media. Jeżeli chcecie zapoznać się z ofertą magazynów językowych Wydawnictwa, zachęcam do kliknięcia w poniższe linki.

http://kiosk.colorfulmedia.pl/ – sklep
https://www.kiosk.colorfulmedia.pl/strona/14-darmowy-e-book – możliwość pobrania darmowego e-czasopisma
http://www.magazynyjezykowe.pl/ – magazyny językowe od Colorful Media

0

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life