Przejdź do głównej zawartości

Posty

Margaret Atwood "Opowieść Podręcznej"

Cześć! Przychodzę dziś do Was z kilkoma słowami na temat książki „Opowieść podręcznej”. Tytuł bardzo dobrze znany, a nawet jeśli ktoś nie czytał książki, to zapewne widział serial, lub chociaż obiło mu się o uszy o czym w ogóle ta historia jest. Znajdujemy się niedalekiej przyszłości w Republice Gileadzkiej (wcześniejsze USA). Poznajemy Fredę, która odbywa posługę u bezpłodnego małżeństwa. Na czym owa posługa polega? Co miesiąc podczas dni płodnych Freda - leżąc między nogami Żony - oddaje swoje ciało Komendantowi. Wszyscy liczą na sukces, na to, że Freda zajdzie w ciążę i urodzi Komendantowi zdrowe dziecko. Prób zapłodnienia jest kilka, a dla Fredy są one szansą na uniknięcie Kolonii karnej. Do Kolonii bowiem odsyła się buntowniczki, rebeliantki oraz niekobiety, czyli te, którym nie udało się zajść w ciążę podczas posługi. Na co dzień Freda nie może wychodzić poza utarte ścieżki do sklepu i z powrotem, nie może też komunikować się z innymi Podręcznymi, uznane są tylko grzecznościowe f
Najnowsze posty

Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli"

Minęło dwa i pół roku od mojego pierwszego spotkania z literaturą Wiesława Myśliwskiego. Wtedy wybór padł na „Ucho igielne”, a wrażeniami z lektury dzieliłam się na blogu ( klik! ). Teraz wzięłam do rąk chyba najbardziej znaną jego książkę, czyli „Traktat o łuskaniu fasoli”.  Powieść jest monologiem, w którym bohater dokonuje bilansu swojego życia. Zaprasza nas do tej opowieści, a przed nami stawia wiadro pełne fasoli, którą mamy pomóc mu łuskać. Wspomina dzieciństwo, szkołę, grę na saksofonie, pracę, wyjazd za granicę i powrót do Polski. Czasem jedna historia nakłada się na drugą i wydaje się, że narrator zgubił wątek. Nic bardziej mylnego. Gdy dygresja dobiega końca, bohater kontynuuje wcześniejszą opowieść jak gdyby nigdy nic. Bardzo podobał mi się ten zabieg literacki, dzięki niemu czułam się tak, jakbym brała udział w rzeczywistej rozmowie. Historie przytaczane przez narratora są raz zabawne – raz wstrząsające, raz słodkie – raz gorzkie. Jak życie. Wszystkie jednak są interesujące

Ryszard Kapuściński "Heban"

Pamiętam jak kilkanaście lat temu mój Przyjaciel kolekcjonował książki Ryszarda Kapuścińskiego wydawane wraz z Gazetą Wyborczą. W międzyczasie ów Przyjaciel stał się moim Mężem, a na skutek „łączenia półek” reportaże Kapuścińskiego weszły również w moje posiadanie :) swoją przygodę z Kapuścińskim rozpoczęłam od nieudanego spotkania z „Cesarzem”. To jeszcze nie był dobry moment na tę lekturę, ale gdy wróciłam do „Cesarza” kilka lat później, przeczytałam go jednym tchem. Teraz wybrałam się wraz z Ryszardem Kapuścińskim do Afryki. Zapraszam Was na kilka słów o „Hebanie”.  Moja czytelnicza podróż po Afryce trwała dobre dwa miesiące. Mogłam tę książkę przeczytać szybciej, a jakże! Mogłam, ale nie chciałam. I z tego miejsca najmocniej przepraszam Maję, która musiała trochę poczekać, aż dokończę książkę, o której porozmawiamy sobie w ramach „Buddy readingu” już wkrótce. Podczas tych dwóch miesięcy poznawałam afrykańskie zwyczaje i mentalność, a także historię i kulturę tamtejszej ludności. Za

Joanna Gierak-Onoszko "27 śmierci Toby’ego Obeda"

Od kilku dni zbierałam się do napisania tej recenzji. Nie będzie to długi wpis. Nie chcę przegadywać tematu, który tak wnikliwie został opisany w reportażu. Kilka słów za dużo ze strony amatorskiego recenzenta, jakim jestem, mogłoby przynieść odwrotny skutek od zamierzonego, a chcę Was zachęcić do przeczytania tej książki, choć jej tematyka, a także wnioski z niej płynące uderzają prosto w serce.   „27 śmierci Toby’ego Obeda” to poruszający reportaż o krzywdzie dzieci rdzennych mieszkańców Kanady, oddzielanych od rodzin i zamykanych w szkołach z internatem, by pobierać nauki i adaptować się do życia wśród białych ludzi. Szkoły te były prowadzone przez osoby duchowne, a to, co działo się za drzwiami, przez długi czas pozostawało w ukryciu. Aż w końcu jedno z maltretowanych dzieci, już jako dorosłe, zabrało głos. Dołączyli do niego inni pokrzywdzeni, aż w końcu ich krzyk objął całą Kanadę. Dziś przedziera się nawet na inne kontynenty.   Jako osoba nader wrażliwa wypracowałam sobie system

Marlena i Marian Siwiak "Pharmacon"

Rzadko recenzuję debiuty. Dzieje się tak z kilku powodów, a jednym z nich jest brak zaufania do początkujących pisarzy. W czasach gdy każdy może napisać i wydać książkę trudno znaleźć wartościowe pozycje, których lektura będzie przyjemna i ubogacająca. Gdy poproszono mnie więc o recenzję "Pharmaconu" początkowo byłam zdystansowana, ale tematyka wydała mi się tak interesująca, że chodziła za mną przez parę dni. Pomyślałam wtedy "Ok, ryzyk-fizyk, idę w to!". Dziś mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że nie żałuję ani chwili spędzonej w towarzystwie tej książki. Niv Sokol jest biologiem. Udaje się na konferencję naukową celem ogłoszenia swojego odkrycia - eterniny, pozwalającej ludziom (nomen omen) żyć wiecznie. Plotki jednak wyprzedzają jego wystąpienie i już na "dzień dobry" naukowiec zostaje zarzucony przez firmy farmaceutyczne ofertami współpracy. Propozycje początkowo grzeczne i kulturalne zmieniają się w twarde negocjacje, aż w końcu granice zostają prz

J.K.Rowling "Harry Potter and the Philosopher's Stone" (wrażenia z wysłuchania audiobooka w oryginale)

Postanowiłam, że luty będzie na Sonia Czyta miesiącem poświęconym nauce języków obcych. Zainspirowało mnie do tego Wydawnictwo Colorful Media podsyłając do recenzji swoje magazyny (możecie o nich poczytać tu , tu , tu i tu 🙂 ). Czasopisma - super sprawa, ale przecież człowiek ma czasem chęć sięgnąć po KSIĄŻKĘ w języku obcym. Temat ten już raz poruszyłam na blogu we wpisie, do którego szczególnie często zaglądacie ( O tym, jak obcojęzyczna książka nauczyła mnie pokory ). Miałam wtedy ambicję, żeby przeczytać coś, co nie byłoby Harrym Potterem czy Małym Księciem. Tamto doświadczenie wiele mnie nauczyło. Siadając jednak na przełomie 2020/21 roku do mojego Bullet Journala i planując swoje cele wrzuciłam do nich znów lekturę w języku obcym. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego skreśliłam wtedy Harry'ego Pottera. Przecież to nie są książki łatwe. Późniejsze części wymagają sporego zaangażowania, ale i te pierwsze - choć traktują o dzieciach - są napisane przecież żywą angielszczyzną. Miała

"¿Español? Sí, gracias"
(nr 53, styczeń-marzec 2021)

¡Hola amigos!😁 Na temat najnowszego numeru magazynu "¿Español? Sí, gracias" wypowiadam się z perspektywy osoby, która dopiero zaczyna swoją przygodę z językiem hiszpańskim. Wiele tekstów było dla mnie trudnych, a lektura całego numeru zajęła mi znacznie więcej czasu, niż w przypadku pozostałych magazynów. Francuskim, rosyjskim i włoskim posługuję się dość swobodnie, ale przeczytanie magazynu po hiszpańsku było dla mnie nie lada wyzwaniem. Na szczęście udało się! Pełna satysfakcji dzielę się z Wami wrażeniami🙂  Na początek mamy 3 króciutkie teksty - o serialu, o muzyce i o książce. Bardzo dobre na rozgrzewkę.  Po ich przeczytaniu śmiało możemy przejść do dłuższych i trudniejszych artykułów. Pierwszy z nich pozostaje w tematyce kulturalnej i zabiera nas na wycieczkę po pięciu muzeach , które możemy zwiedzać online. W takim wirtualnym spacerze może nam towarzyszyć kawa i to ona jest tematem numeru. Poznajemy tu różne rodzaje kaw - jeśli obserwujecie mojego Instagrama to wiec