Przejdź do głównej zawartości

Posty

Natalia de Barbaro „Czuła Przewodniczka. Kobieca droga do siebie”

Jak ja się cieszę, że trafiłam na tę książkę u progu mych trzydziestych drugich urodzin! Słyszałam o niej sporo dobrych opinii, ale pojawiały się również takie, które mówiły, że to pozycja banalna i wypełniona oczywistościami. Banałów najadłam się już dość, w różnych książkach, dlatego długo zwlekałam z lekturą. Obecnie znajduję się jednak w takim momencie w życiu, w którym szukam tej kobiecej drogi do siebie. Pomyślałam więc sobie, że może to dobry czas na „Czułą Przewodniczkę”. I nie pomyliłam się! Książkę czytało mi się świetnie! Dużo się dowiedziałam, wiele sobie uświadomiłam i sporo przypomniałam. Pierwszą część chłonęłam jak gąbka. Czułam się jakbym stanęła twarzą w twarz z prawdą objawioną! Druga szła mi trochę gorzej, ale w trzeciej zachwyt powrócił. Niektóre opisy w sposób szczególny rezonowały z moim wnętrzem. Czuje, że one właśnie są MOJE. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz pozaznaczałam w książce tyle fragmentów! „Czułą Przewodniczkę” obkleiłam samoprzylepnymi karteczkami,
Najnowsze posty

J.K.Rowling "Harry Potter i Więzień Azkabanu"

Ponowna lektura trzeciego tomu serii o Harrym Potterze już za mną. I mimo że nadal moją ulubioną częścią jest Komnata Tajemnic, to Więzień Azkabanu ma już w sobie więcej mroku. W miarę jak Harry dojrzewa, odkrywa coraz więcej sekretów, tym razem z życia rodziców. W trzecim tomie pojawia się również dwójka moich ulubionych bohaterów: Lupin i Black. Warto było wrócić do tej serii po latach. Zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy teraz, będąc już po 30-tce, ale pamiętam jednocześnie siebie z czasów nastoletnich, gdy nie spałam, bo z wypiekami na twarzy czytałam po kilka razy poszczególne tomy HP. I do dziś zazdroszczę Hermionie jej gadżetu do podróży w czasie, bo choć sama po latach dorobiłam się własnej klepsydry, to niestety nie działa tak magicznie. Ot zderzenie marzeń z rzeczywistością. Ale prawdziwym Potterheadem nigdy nie przestaje się być :)  PS. Może to niepopularna opinia, ale bardziej podoba mi się to nowe wydanie HP, niż pierwsze, które mieliśmy w Polsce. Oczywiście, tamto miało

Elena Ferrante "Genialna przyjaciółka"

  Czy mieliście kiedyś w życiu taki etap, w którym próbowaliście naśladować podziwianą osobę? Celebrytę? Popularną koleżankę/popularnego kolegę? Przyjaciółkę? Przyjaciela? Taki czas w życiu, kiedy czuliście się niewystarczający i wybieraliście takie zachowania, które nie pasowały do Waszego temperamentu, za to doskonale korespondowały z tym, kim wolelibyście być? Momenty, w których nie byliście pewni, czy to, co myślicie to tak naprawdę Wasze myśli, czy myśli postaci, którą kreujecie?  Jeśli w Waszym życiu nic takiego się nie wydarzyło, historia zawarta w „Genialnej przyjaciółce” może Wam się wydać abstrakcyjna. Jeśli jednak uda Wam się w zakamarkach pamięci odnaleźć takie epizody, istnieje duża szansa, że zrozumiecie główną bohaterkę powieści, Elenę. „To był stary strach. (...) Obawa, że jeżeli zgubię jakiś kawałek jej życia, moje życie straci na intensywności.” „Genialna przyjaciółka” to pierwszy tom serii o tym samym tytule. Opowiada o dość osobliwej (w mojej opinii) przyjaźni p

O tym, dlaczego warto czasem ot tak pójść do kiosku

  Jak ja się cieszę, że kupiłam ten numer "Charakterów"! Kilka dni temu poszłam do kiosku, żeby kupić sobie COŚ (cokolwiek, żeby wydać pieniądze😁). Stanęłam przed regałem prasowym i zaczęłam patrzeć w stronę ulubionych tytułów. Przeglądałam, który numer którego czasopisma by mnie zainteresował. "Te Charaktery to jeszcze numer marcowy. Za chwilę będzie kwietniowy... może warto poczekać?". Zauważyłam jednak, że ten numer wzbogacony jest o wydanie specjalne dotyczące mindfullness! W tym temacie dopiero raczkuję, dlatego to odkrycie rozwiało wszelkie moje wątpliwości🙂 kupiłam, przeczytałam, dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, które powoli wprowadzam w życie. Szczególnie te dotyczące mindfullness i panowania nad emocjami. Utwierdziłam się dodatkowo w przekonaniu, że naprawdę nie ma niczego złego w tym, że każde z małżonków (partnerów, narzeczonych...) dba o swoją przestrzeń w związku. (Tak, spotykam jeszcze takie osoby, które dziwią się, gdy mówię, że ja mam inne

Dan Simmons "Hyperion"

Macie czasem wrażenie, że o niektórych książkach TRZEBA napisać coś dobrego? Ja tak mam w tym przypadku i od kilkunastu dni biję się z myślami, czy w ogóle jest sens pisać cokolwiek. Zaryzykuję jednak. Spotkałam się z wieloma zachwytami nad "Hyperionem". Długo za mną "chodził", aż w końcu znalazł się na mojej półce. Jakiś czas temu zostałam nagrodzona przez Sylwię z Unserious.pl za aktywny udział w wyzwaniu postapokaliptycznym. Ową nagrodą była dowolna, wybrana przeze mnie książka. Wyobrażacie sobie ten komfort i jednocześnie trudność, żeby z całej księgarni wybrać sobie TĘ książkę, TĘ JEDYNĄ o której się marzy dniami i nocami? Ze wszystkich, które miałam na liście must have/must read zdecydowałam się właśnie na "Hyperion". Byłam niesamowicie szczęśliwa! Minął rok i nareszcie udało się znaleźć spokojny czas, żeby chłonąć tę perełkę światowej fantastyki. Siadam, czytam...  Siedmiu pielgrzymów leci na Hyperion, żeby odnaleźć tajemnicze Grobowce i spotkać si

Margaret Atwood "Opowieść Podręcznej"

Cześć! Przychodzę dziś do Was z kilkoma słowami na temat książki „Opowieść podręcznej”. Tytuł bardzo dobrze znany, a nawet jeśli ktoś nie czytał książki, to zapewne widział serial, lub chociaż obiło mu się o uszy o czym w ogóle ta historia jest. Znajdujemy się niedalekiej przyszłości w Republice Gileadzkiej (wcześniejsze USA). Poznajemy Fredę, która odbywa posługę u bezpłodnego małżeństwa. Na czym owa posługa polega? Co miesiąc podczas dni płodnych Freda - leżąc między nogami Żony - oddaje swoje ciało Komendantowi. Wszyscy liczą na sukces, na to, że Freda zajdzie w ciążę i urodzi Komendantowi zdrowe dziecko. Prób zapłodnienia jest kilka, a dla Fredy są one szansą na uniknięcie Kolonii karnej. Do Kolonii bowiem odsyła się buntowniczki, rebeliantki oraz niekobiety, czyli te, którym nie udało się zajść w ciążę podczas posługi. Na co dzień Freda nie może wychodzić poza utarte ścieżki do sklepu i z powrotem, nie może też komunikować się z innymi Podręcznymi, uznane są tylko grzecznościowe f

Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli"

Minęło dwa i pół roku od mojego pierwszego spotkania z literaturą Wiesława Myśliwskiego. Wtedy wybór padł na „Ucho igielne”, a wrażeniami z lektury dzieliłam się na blogu ( klik! ). Teraz wzięłam do rąk chyba najbardziej znaną jego książkę, czyli „Traktat o łuskaniu fasoli”.  Powieść jest monologiem, w którym bohater dokonuje bilansu swojego życia. Zaprasza nas do tej opowieści, a przed nami stawia wiadro pełne fasoli, którą mamy pomóc mu łuskać. Wspomina dzieciństwo, szkołę, grę na saksofonie, pracę, wyjazd za granicę i powrót do Polski. Czasem jedna historia nakłada się na drugą i wydaje się, że narrator zgubił wątek. Nic bardziej mylnego. Gdy dygresja dobiega końca, bohater kontynuuje wcześniejszą opowieść jak gdyby nigdy nic. Bardzo podobał mi się ten zabieg literacki, dzięki niemu czułam się tak, jakbym brała udział w rzeczywistej rozmowie. Historie przytaczane przez narratora są raz zabawne – raz wstrząsające, raz słodkie – raz gorzkie. Jak życie. Wszystkie jednak są interesujące