Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytampostapozunseriouspl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytampostapozunseriouspl. Pokaż wszystkie posty
Robert J. Szmidt "Apokalipsa według Pana Jana"

Robert J. Szmidt "Apokalipsa według Pana Jana"


Ostatnia odsłona wyzwania "Czytam Postapo z Unserious.pl" na moim blogu! Udało się przeczytać wszystkie książki, ale na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas. Teraz chciałabym się z Wami podzielić krótką opinią o "Apokalipsie według Pana Jana" Roberta J. Szmidta.

Zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami liczyłam na to, że czytając "Apokalipsę według Pana Jana" obcować będę z klasyką gatunku (często w opiniach o książce pojawia się właśnie ten zwrot!). Co otrzymałam? Mierną powieść, której głównym bohaterem jest obrzydliwy cwaniaczek. Oczywiście pojawiają się inni bohaterowie, a jakże! Są oni jednak tak nijacy i szarzy, że nie pamiętam nawet ich imion, a dopiero co skończyłam słuchać audiobooka. Tworzą jedynie rozmazane tło, na którym od czasu do czasu pojawia się wyrazista kropka, gdy któryś z nich rzuci jakimś odwołaniem popkulturowym albo rubasznym żarcikiem (słabym - tak przy okazji). 

Jak już wspomniałam wyżej, książkę przesłuchałam w formie audiobooka. Na wielkie brawa zasługuje lektor, Wojciech Masiak, który starał się swoją interpretacją wyłuskać cokolwiek dobrego z tej słabej powieści. Dzięki niemu dotrwałam do końca. 

Podsumowując, uważam, że książka "Apokalipsa według Pana Jana" jest płaska i nieciekawa, a nazywanie jej klasyką gatunku postapo to mocne nadużycie. 

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania „Czytam postapo z Unserious.pl”. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Wyzwaniu, kliknijcie w banner poniżej. A jeśli ciekawią Was inne książki przeczytane przeze mnie w tym Wyzwaniu, klikajcie tutaj.


Herbert George Wells „Wehikuł czasu”

Herbert George Wells „Wehikuł czasu”

 

“Wehikuł czasu” to klasyk gatunku science-fiction. Jest to również klasyk postapo, gdyż przedstawiona tu wizja przyszłości nie napawa optymizmem. Warto wspomnieć, że powieść miała swój debiut w roku 1895. Zważywszy na to, ile się zmieniło od tego czasu, historia zawarta w książce intryguje tym bardziej. 

Podróżnik w Czasie, będący głównym bohaterem powieści, podczas jednego ze spotkań ze znajomymi przedstawia tezę, jakoby czas miał być czwartym wymiarem. Pokazuje im także własnoręcznie zbudowaną maszynę, której zadaniem jest przenoszenie człowieka do któregokolwiek punktu na osi czasu. Sceptyczna reakcja przyjaciół wzmaga determinację Podróżnika do odbycia takiej wyprawy. Na następnym spotkaniu ma już do opowiedzenia ciekawą, choć niezbyt wesołą, historię na temat przyszłości.

Maszyna przenosi go do roku 802 701. Spotyka tam Elojów – delikatne i wiotkie istoty, pokojowo nastawione, nie mające ani siły, ani intelektu, ani też chęci do porozumiewania się. Zagrożeniem dla ich życia są Morlokowie – stwory żyjące w ciemności, poruszające się po podziemnych labiryntach. Ze względu na kradzież wehikułu, Podróżnik zmuszony jest do pozostania w roku 802 701 nieco dłużej niż planował. Daje mu to czas na bardziej wnikliwą obserwację obu gatunków. Gdy jednak udaje mu się odzyskać wehikuł, czym prędzej wyrusza w dalszą podróż. Tym razem zatrzymuje się kilkadziesiąt milionów lat dalej, gdzie widzi istoty przypominające kraby, a jeszcze dalsza wyprawa pokazuje mu stopniowe zatrzymywanie się Ziemi, coraz bardziej czerwone Słońce i koniec wszystkiego.

Cóż… nie jest to różowa wizja przyszłości. Wells pokazuje świat, w którym człowiek znika z powierzchni Ziemi jako jeden z pierwszych gatunków. Pozostają najpierw człekopodobne istoty, później skorupiaki, aż w końcu nie ma już nic. Chciałabym zwrócić szczególną uwagę na ciekawą rzecz, jaką są tezy stawiane przez Podróżnika na przestrzeni jego wyprawy. Owe tezy ewoluują, zmieniają się w miarę jak przybywa mu danych wynikających z coraz bardziej szczegółowej obserwacji. Podróżnik mówi wprost o swoich niedopatrzeniach i koryguje je. Dobrze, że Wells nie daje nam od razu odpowiedzi na pytanie „Jak do tego doszło?”, tylko metodą prób i błędów prowadzi nas do konkretnych wniosków. 

W tej powieści jest wszystko, co powinno mi się podobać. Ciekawa fabuła, wnikliwe obserwacje gatunków z przyszłości (na tyle, na ile wnikliwe być mogą podczas krótkiego pobytu Podróżnika w roku 802 701), pytania i odpowiedzi, zachęta do rozważań i wyciągania wniosków… A jednak mnie nie porwała. Czego mi zabrakło? Od kilku dni się nad tym zastanawiam i nadal nie wiem. Może emocji? Tak, to chyba o to chodzi. Tym niemniej doceniam ogólną wartość płynącą z tej powieści i cieszę się, że ją przeczytałam. Czuję się w pewien sposób ubogacona tą lekturą.

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania „Czytam postapo z Unserious.pl”. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Wyzwaniu, kliknijcie w banner poniżej. A jeśli ciekawią Was inne książki przeczytane przeze mnie w tym Wyzwaniu, klikajcie tutaj.

Margaret Atwood "Oryks i Derkacz" (Trylogia MaddAddam, tom I)

Margaret Atwood "Oryks i Derkacz" (Trylogia MaddAddam, tom I)


“Oryks i Derkacz” to pierwsza część cyklu MaddAddam autorstwa Margaret Atwood.

Głównym bohaterem powieści jest Yeti, nazywany „w poprzednim życiu” Jimmym. Wiele wskazuje na to, że jako jedyny człowiek przeżył globalną epidemię. Stracił w niej ukochaną Oryks i ekscentrycznego przyjaciela, Derkacza. Teraz ma za zadanie opiekować się stworzonymi przez kumpla człekopodobnymi istotami o zielonych oczach. Yeti musi jednak udać się na samotną wyprawę do laboratorium, w którym cały eksperyment miał swój początek (a dla wielu także i koniec). Dzieci Derkacza zostają przez jakiś czas same na wybrzeżu, a my, wraz z Yetim, szukamy zrozumienia dla wydarzeń z nie tak dawnej przeszłości.

Co mnie urzekło? To, że „Oryks i Derkacz” to nie stereotypowe „science-fiction’owe” postapo. Jest to raczej powieść o człowieku, któremu przyszło w postapokaliptycznych realiach żyć. I o tym, jak do tego doszło. Jednak przede wszystkim „Oryks i Derkacz” to powieść o konsekwencjach zabawy w Pana Boga, będąca jednocześnie przestrogą dla naszego konsumpcyjnego społeczeństwa przed pułapką beztroskiego hedonizmu. 

Autorka w sposób piękny pisze o emocjach. Potrafi też obrazowo, lecz nie wulgarnie, pisać o sprawach  oburzających. Bardzo podoba mi się jak prowadzi narrację – zestawienia niezbyt ciekawej teraźniejszości Yeti’ego z jego burzliwą przeszłością powodowały u mnie głód lektury i niemożność oderwania się od książki. Chciałabym też zwrócić uwagę na pracę Pani Małgorzaty Hesko-Kołodzińskiej, która przetłumaczyła dla nas tę powieść. Dziękuję za wspaniale dopracowane neologizmy.

Było to moje pierwsze spotkanie z Margaret Atwood, ale na pewno nie ostatnie. Jeśli pozostałe jej książki są równie dobre, chcę je poznać czym prędzej! 

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania „Czytam postapo z Unserious.pl”. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Wyzwaniu, kliknijcie w banner poniżej. A jeśli ciekawią Was inne książki przeczytane przeze mnie w tym Wyzwaniu, klikajcie tutaj.



Podsumowanie czytelniczego półrocza i szydełkowe zakładki

Podsumowanie czytelniczego półrocza i szydełkowe zakładki


Pół roku za nami, czas więc na małe podsumowanie 😊

Moim celem na 2020 rok nie jest przeczytanie rekordowej liczby książek, lecz nauka szydełkowania. I to właśnie zajmuje mi najwięcej czasu, ale książki i blog nadal są ze mną nierozerwalnie złączone 😊 

Od stycznia do czerwca przeczytałam 15 książek. Nie jest to jakoś super dużo, ale dla mnie wystarczająco, żeby czuć przyjemność z lektury, a nie zmęczenie. Już w zeszłym roku szłam na rekord i wiem, jak taka gonitwa na mnie działa. W tym roku stawiam na slow reading. 

Lista przeczytanych książek: 

(wraz z oceną i linkami do opinii)
 
3. Anja Rubik "#sexedpl" (4/5)
 

Ebook vs. Papier


10:5

Ze względu na koronawirusa przeniosłam się do Legimi, dzięki czemu przeczytałam dwa razy więcej ebooków, niż książek papierowych. Tak coś czułam, że będzie dysproporcja, ale nie sądziłam, że aż taka. Jestem w szoku🙂 

Ilość stron


W tym półroczu przeczytałam 5 331 stron, czyli około 444 na miesiąc. 
444 strony to taka jedna dobrych rozmiarów książka. Nie jest źle.

Najlepsza i najgorsza


Totalny zachwyt przeżyłam czytając "Wielką samotność", "Drogę" i "Jestem legendą". Męczyłam się natomiast z "Do światła" i "Angielskim pacjentem". Wyżej podlinkowane są moje opinie, kto chętny, klika🙂 

Czytam Postapo z Unserious.pl


W tym półroczu, jak nigdy wcześniej, mam na liście sporo literatury postapokaliptycznej. Związane jest to z udziałem w Wyzwaniu "Czytam Postapo z Unserious.pl". Wiąże się ono dla mnie z opuszczeniem strefy komfortu i zapoznaniem się z czymś zupełnie nowym. Póki co, wrażenia mam (prawie) same pozytywne.

W ramach wyzwania przeczytałam następujące książki:

Gdzie jest zombie? → Max Brooks "World war Z"

W Metrze fajnie jest → Andriej Diakow "Do światła"

Eko-apokalipsa → Cormac McCarthy "Droga"

Za górami, za lasami... → Marcin Strzyżewski "Transmisja"

Gdzie by to... → Walter Tevis "Przedrzeźniacz"

Wybiorę sobie koniec świata → Richard Matheson "Jestem legendą"

Jeśli jesteście zainteresowani Wyzwaniem, klikajcie w banner poniżej.



Ok, to by było na tyle. Uważam, że to półrocze wypadło całkiem nieźle biorąc pod uwagę moje nowe i czasochłonne hobby, jakim jest szydełkowanie. Pochwalę się Wam kilkoma zakładkami, które własnoręcznie wykonałam🙂 Jeśli komuś się spodobają, będzie mi bardzo miło. Ostatnio robiłam rozdanie zakładek na Instagramie. Mam też zamiar zrobić na Twitterze, ale nie wiem jeszcze kiedy.  

Jeśli chcesz taką zakładkę dla siebie, napisz mi wiadomość prywatną🙂


W poniedziałek mam zamiar przespacerować się po blogosferze. Zobaczę, co tam u Was słychać🙂

Pozdrawiam Was ciepło! Pa!

Cormac McCarthy "Droga"

Cormac McCarthy "Droga"


Dziś Dzień Ojca. Z tej okazji chciałabym Wam przedstawić powieść, która w piękny sposób mówi o miłości ojcowskiej w czasach postapokaliptycznych. Tym samym jest to moja ostatnia książka z Wyzwania „Czytam postapo z Unserious.pl” w tym półroczu. Przed Wami „Droga” Cormaca McCarthy’ego. 

Życie na Ziemi padło ofiarą straszliwego kataklizmu. Nie ma zwierząt, ludzi też próżno szukać. I nawet nie warto tego robić, bo nigdy nie wiadomo, czy nie trafi się na kanibali. Jest cicho. Nie słychać śpiewu ptaków, ani śmiechu dzieci. Dookoła jedynie szarość i pustka. W tym wyjałowionym krajobrazie wyróżnia się jedynie ojciec i syn, którzy udali się w podróż w stronę wybrzeża. Nie jest to bezpieczna podróż. Nie wiadomo też czy w ogóle ma sens. A mimo to idą, prosto przed siebie, z wiarą, że gdzieś istnieje szczęśliwsze miejsce. 

Powstały ogromne ilości książek opiewające miłość matczyną. Miłość najwspanialszą i najczystszą. Ojcowie zazwyczaj są przedstawiani jako ta strona, która nie ma kochać, lecz wymagać. A przecież miłość ojcowska niczym nie ustępuje matczynej. Ojcowie skłonni są do wielkich poświęceń dla dobra dzieci. Potrafią kochać pięknie i całym sercem. I taki właśnie przykład wspaniałej ojcowskiej miłości przedstawiony jest w „Drodze”. Dla dobra dziecka, ojciec dba o bezpieczeństwo i ma „oczy dookoła głowy”, żeby chłopiec czuł się spokojnie i pewnie. Tata zdobywa pożywienie, często z biorąc na swoje barki ryzyko ogromnego niebezpieczeństwa. Cierpliwie odpowiada na pytania synka, tak potrzebne w zrozumieniu świata i w przygotowaniu chłopca do samodzielności. Ich relacja jest naznaczona cierpieniem związanym z odejściem żony/matki, ale mimo to bohaterowie potrafią cieszyć się swoim towarzystwem, a więź, która ich łączy z dnia na dzień wydaje się być coraz głębsza. 

„Droga” McCarthy’ego to książka o tym, jak mógłby wyglądać świat opustoszały i niemal całkowicie pozbawiony człowieka. Dla mnie jednak jest to powieść, która już zawsze kojarzyć mi się będzie ze wspaniałym obrazem ojcowskiej miłości. Gorąco wszystkim polecam tę książkę, zwłaszcza biorąc pod uwagę dzisiejsze święto.
Jak już wspomniałam we wstępie, „Drogę” przeczytałam w ramach Wyzwania „Czytam postapo z Unserious.pl”. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Wyzwaniu, kliknijcie w banner poniżej. A jeśli ciekawią Was inne książki przeczytane przeze mnie w tym Wyzwaniu, klikajcie tutaj.



Marcin Strzyżewski "Transmisja"

Marcin Strzyżewski "Transmisja"

Dziś napiszę Wam kilka słów o interesującej powieści, która kryje się w chyba najgorszej okładce, jaką w życiu widziałam. Przed Wami „Transmisja” Marcina Strzyżewskiego.

Wysoko rozwinięte Stany Zjednoczone stają się ofiarą ostrzału atomowego, co przemienia je w obszar dziki i bezwzględny. Kilkadziesiąt lat po zagładzie, dziennikarz Timur Denikin zostaje wysłany do dawnego USA, aby nakręcić reportaż pokazujący mieszkańcom Europy i Azji, jak wygląda obecne życie w Strefie Zakazanej.

Cywilizacja próbuje wstać z kolan. Ludzie od zera uczą się tworzyć broń. Całe dnie mijają im na pracy. I mimo że Timur podróżując od miasta do miasta obserwuje różnorodność „grup etnicznych”, to obowiązek pracy jest dla tamtejszej ludności najistotniejszym wspólnym mianownikiem. Każde ręce przydają się do pomocy, ale też nie należy ufać byle komu. Nigdy nie wiadomo, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Dla ludności przymierającej głodem kanibalizm nie jest niczym bulwersującym. W braku laku i człowiek dobry, byle siła do roboty była. Lenistwo bywa bezwzględnie karane, dlatego raczej nie napotka się nikogo, kto wylegiwałby się uradowany promieniami słońca. Słońce jest bogiem i każdy człowiek, na którego patrzy zobowiązany jest do ciężkiej pracy. W nocy dopiero można odpocząć. Wtedy gdy ów boskie oko śpi. Timur będąc w Strefie Zakazanej odkrywa nie tylko życie próbujące się odbudować, dociera również do faktów niewygodnych dla władz Europy i Azji. Jaką prawdę o katastrofie atomowej skrywają władze tych kontynentów? Odsyłam do lektury.

„Transmisja” bardzo mnie wciągnęła. Z ciekawością odkrywałam życie ocalałe na terenie dawnego USA. Uważnie szłam też po śladach prowadzących mnie do pewnej intrygi politycznej sprzed lat. Zachęcam Was do przeczytania tej książki, jeżeli lubicie tematy postapo. I nie zrażajcie się okładką :) w środku naprawdę jest kawał dobrej powieści.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania „Czytam postapo z Unserious.pl”. Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o wyzwaniu klikajcie w banner poniżej.



A jeśli interesują Was inne książki przeczytane przeze mnie w ramach Wyzwania, klikajcie tutaj.

Richard Matheson "Jestem Legendą"

Richard Matheson "Jestem Legendą"


Kolejny klasyk, tym razem w temacie wampirzego postapo, czyli „Jestem Legendą” Richarda Mathesona. Książka powstała w latach pięćdziesiątych XXw. i opisuje wydarzenia, które dzieją się na przestrzeni lat 1976-1979. Co by nie było, na tamte czasy traktowała o przyszłości. I to przerażającej przyszłości.

Wybucha epidemia, która przemienia ludzi w wampiry. Jedynym ocalałym w Nowym Jorku (a może i nawet na świecie) jest Robert Neville. Wirus zabrał mu rodzinę i przyjaciół, a co noc pod jego domem zbierają się żarłoczne i mięsożerne stwory, mające niewiele wspólnego z ludźmi, którymi niegdyś byli. Jak na naukowca przystało, Robert próbuje dowiedzieć się jakie jest pochodzenie wirusa, jak można uleczyć świeżo zarażonych (w razie gdyby spotkał kogoś w początkującym stadium choroby), a także jak ostatecznie unicestwić te wampiry, które wydają się nieśmiertelne. 

Książkę czytało mi się bardzo dobrze. Wraz z Robertem zgłębiałam tajniki wampirzego wirusa, przeżywałam wydarzenia, które działy się po drodze, a także frustrowałam gdy nadzieje okazywały się płonne. Czasami emocje sięgały zenitu tak, że sama chciałam rzucać szklankami (jak to często czynił Robert), a raz nawet wymsknęło mi się pewne bardzo brzydkie słowo😊Oznacza to, że Autor umiejętnie bawi się uczuciami czytelnika. A ja to bardzo lubię.

Podsumowując  –  „Jestem legendą” to pozycja obowiązkowa dla fanów horroru i wampirów. To klasyk powieści grozy. Nie ma tu co prawda średniowiecznych zamków i potworów czających się za rogiem, ale historia i tak robi wrażenie. Matheson manipuluje czytelnikiem, wzbudza nadzieję, po to, żeby zaraz mocnym cięciem jej pozbawić. Lubię, gdy Autor wodzi mnie za nos. Otwierając książkę chcę zapomnieć o prawdziwym świecie i w pełni wsiąknąć w historię, którą czytam. Tutaj to się udało, więc z przyjemnością daję 5 na 5 gwiazdek.
„Jestem Legendą” przeczytałam w ramach wyzwania „Czytam Postapo z Unserious.pl” - podkategoria "Wybiorę sobie koniec świata". Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, klikajcie w poniższy obrazek.


Walter Tevis "Przedrzeźniacz"

Walter Tevis "Przedrzeźniacz"


Po raz drugi podczas wyzwania "Czytam postapo z Unserious.pl" postawiłam na klasykę gatunku. "Przedrzeźniacza" nie czytało mi się jakoś szałowo, ale nie czułam też bólu związanego z lekturą (jak to było w przypadku "Do światła" Diakowa, o czym pisałam w moich social mediach). Swoje uczucia względem "Przedrzeźniacza" porównałabym do tych, które miałam podczas lektury "World War Z". Ale do rzeczy:

Czas i miejsce

USA, XXV wiek.

Bohaterowie i problematyka

Ludzkość została prawie całkowicie wyparta przez roboty.

Poznajemy Roba Spoffortha, androida Marki Dziewięć, zdolnego do odczuwania emocji. Stworzono go po to, by służył ludziom tak długo, jak długo będą oni zamieszkiwać planetę. Rob żyje już kilkaset lat i jest zmęczony swoją egzystencją. Kilkukrotnie usiłował rzucić się z Empire State Building, ale oprogramowanie blokuje mu możliwość autodestrukcji. W androidzie narasta frustracja i rozżalenie.

Drugim bohaterem jest Paul Bentley. Mężczyzna, który przyswoił sobie zapomnianą przez ludzi umiejętność czytania. Dzięki temu jest zarówno cenny, jak i niebezpieczny. Czytając, potrafi myśleć samodzielnie, poznawać dawne życie i rozwój człowieka zarówno jako gatunku, jak i jednostki społecznej.

Jest również silna postać kobieca. Mary Lou to bystra dziewczyna, która potrafi decydować sama za siebie i nie boi się odważnych decyzji. Świadomie rezygnuje z faszerowania się soporami - ogłupiającymi pigułkami, które zobojętniają umysły ludzi i hamują ich płodność. Mary Lou potrafi żyć pełnią życia, a ów życie staje się kompletne, gdy poznaje Paula Bentleya. On uczy ją czytać i pisać. Niebawem rodzi się między nimi uczucie, które stanowi zagrożenie dla robotów. Pojawia się bowiem niebezpieczeństwo, że dopełniwszy miłości zechcą założyć rodzinę, a dzieci w XXV wieku nie ma i być nie powinno. Na drodze do szczęścia staje im Spofforth i wysyła Bentleya do więzienia. Uczucie kochanków zostaje wystawione na próbę.

Opinia

Widać, że Autor podjął wszelkie starania, aby zbudować pełnokrwiste (jakkolwiek to zabrzmi w przypadku Spoffortha) postaci. Ich działania są przemyślane i sensowne, jednak cały czas czułam, że czegoś mi brakuje. Nie wiedziałam, jak to nazwać. Po skończeniu lektury już wiem. Brakowało mi głębi. Wszystkie wydarzenia przedstawione w powieści są płytkie. Nawet jeśli Autor wprowadza miłość, to brakuje jej tego mistyczno-romantycznego wydźwięku, który sprawia, że jest wyjątkowa. Oczywiście można tę płyciznę usprawiedliwiać światem, w którym przyszło żyć Paulowi i Mary Lou - światem otępiałym i obojętnym. Może pomimo wszelkich starań mieli z nim więcej wspólnego niż im się wydawało?

Liczyłam też na więcej zwrotów akcji, a okazało się, że bohaterowie wszystko dostają... za darmo. Mary Lou ucieka z zamkniętego internatu i nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Spofforth wynajduje sposób na wykończenie ludzkości, a wszyscy mu się podporządkowują jak cielęta. Bentley jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spełnia wszystkie swoje marzenia w drodze ku odebranej mu miłości. Jak dla mnie, trochę za słodko.

Na ogromny plus zasługuje wyniesienie na piedestał umiejętności czytania. Zaskoczył mnie świat, w którym coś, czego dziś uczymy się mając kilka lat, w XXV wieku staje się dobrem luksusowym, wręcz zakazanym. Literatura ma moc i w tej książce bardzo dobrze ją widać.

Podsumowując, "Przedrzeźniacz" to taka "radosna antyutopia". Wiem, że brzmi to bez sensu, ale tak właśnie jest. Świat, w którym przyszło żyć bohaterom przyczynia się upadku człowieka, ale Bentley i Mary Lou bezboleśnie radzą sobie ze wszystkimi przeciwnościami. Jak więc inaczej można to nazwać?
Zachęcam do wzięcia udziału w wyzwaniu "Czytam postapo z Unserious.pl". Dla mnie jest to wyjątkowe doświadczenie, bo odkrywam nowy dla mnie gatunek i sięgam po książki, których w innych okolicznościach pewnie bym nie przeczytała. Kliknięcie w zdjęcie przeniesie Was do strony ze szczegółami Wyzwania.




Max Brooks „World war Z”

Max Brooks „World war Z”


„World war Z” czyli światowa wojna zombie to chyba już klasyka w temacie postapo. Książka zawiera naoczne relacje świadków i uczestników tych okropnych wydarzeń, z którymi musiała zmierzyć się ludzkość.

Narrator jeździ po całym świecie, zbierając świadectwa osób, które przeżyły wojnę zombie - opowieści z lądu, z morza, z powietrza, a nawet z kosmosu. Pierwszy rozdział dotyczy Pacjenta Zero i pokazuje, jak się to wszystko zaczęło. Później jest już coraz gęściej, coraz ciemniej i coraz trudniej. Tę książkę czyta się jak autentyczny reportaż. Tak, jakby ta wojna naprawdę miała miejsce. Niejednokrotnie współodczuwałam razem z bohaterami. Może dlatego, że autor wplata w tę fikcję mechanizmy uniwersalne dla każdej wojny.

Właśnie te mechanizmy psychologiczne szczególnie przykuły moją uwagę. To, co dzieje się w duszy człowieka na skutek tragicznych doświadczeń, jest niepojęte w codziennym życiu. Cała paleta dramatycznych możliwości: poczynając od samobójstw i szczególnego okrucieństwa, na uzależnieniu od zabijania kończąc. Zdarzało się nawet tak, że zdrowi ludzie zachowywali się jak zombie, wcale nie będąc zakażonymi.

W początkowym stadium wirusa nie tylko zombie zagrażały ludziom. Ludzie sami sobie robili pod górkę okrutnie żerując na strachu słabszych. Pewna firma wydała fikcyjny lek na wirusa zombie, zarabiając krocie na naiwności spanikowanych osób. Cóż... wszystko da się sprzedać.

„Strach jest najwartościowszym towarem we wszechświecie”.

Zaskakujące były dla mnie przemiany społeczne podczas wojny. To, jak pracownicy umysłowi - będący bardzo w cenie w czasach pokoju - nagle stawali się nikim w porównaniu z pracownikami fizycznymi. Nikt nie potrzebuje „mądrych głów”, przydają się za to sprawne ręce.

Co mi odbierało radość czytania? Opisy techniczne. Pewnie dlatego, że nigdy nie interesowały mnie rodzaje broni, aut, samolotów ani statków. Myślę jednak, że osoby bardziej obeznane w tym temacie nie będą zawiedzione.

Podsumowując: „World war Z” to całkiem przyjemny „reportaż”, który czyta się dość szybko. Narrator swoją bezstronnością zmusza czytelnika do wystawienia samodzielnej oceny wypowiadającym się bohaterom. Kto pomógł wybawić ludzkość, a kto był zwykłą szują? - oceń sam. Przede wszystkim jednak - trochę mimochodem - zostawia czytelnika z pytaniem „A co ty byś zrobił w takiej sytuacji?”
PS. Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Czytam postapo z unSerious.pl" do którego i Was zachęcam. Link znajdziecie tu. Możecie także kliknąć w poniższy banner :) 

http://unserious.pl/2020/01/czytam-postapo-z-unserious-pl/
 

Copyright © Sonia Czyta , Blogger