Przejdź do głównej zawartości

Jozef Karika "Szczelina"


Czytając opisy "Szczeliny" spodziewałam się czegoś w stylu Blair Witch Project, a dostałam historię o wiele lepszą. Historię, która mogła wydarzyć się naprawdę.

O treści

Świeżo upieczony magister Igor dostaje pracę na budowie. Wraz z innymi robotnikami ma za zadanie wysprzątać stary budynek z zalegających tam przedmiotów. Wyposażenie miejsca wskazuje na to, że kilkadziesiąt lat temu znajdował się tam zakład dla umysłowo chorych. Igor w zamkniętym sejfie znajduje dokumentację jednego z pacjentów, wzbogaconą o nagrania jego rozmów z lekarzem. Z kartoteki i taśm wynika, że Walter Fischer (bo tak ma na nazwisko pacjent - i jest to postać autentyczna, wpiszcie sobie w Google) podczas pieszej wędrówki na Trybecz przeżył traumę tak silną, że odebrała mu zmysły. Jego opowieści z tamtych dni są niespójne. Mówi o ciszy z oczami, muszli ślimaka i o tym, że jesteśmy robakami w słoiku. Nagrania wstrząsają Igorem. Postanawia zgłębić temat "Trójkąta Bermudzkiego" w okolicy Trybecza. Okazuje się, że jest to miejsce szczególne. Miejsce, w którym od lat ludzie znikają bez wieści. Ostatecznie postanawia się tam wybrać i na własnej skórze sprawdzić, czy rzeczywiście jest się czego bać. Wyprawa przerasta jego najśmielsze oczekiwania.

Moje wrażenia

Jakie to było dobre!!! Książka totalnie mną zawładnęła, nie mogłam się od niej oderwać. Igor opowiada autorowi o wydarzeniach, w których brał udział. Treść powieści jest transkrypcją nagrań z ich spotkań. Autor całkowicie oddaje głos Igorowi. Czasem tylko coś wtrąca, a znaczną część swoich przemyśleń umieszcza w przypisach.

Historia jest przerażająca. A im bliżej końca tym bardziej wydaje się zagmatwana. Racjonalne argumenty przegrywają z surrealizmem przeżyć Igora. Kręcimy się w kółko i do końca nie wiemy, co jest prawdą, a co straszliwym wytworem wyobraźni.

Niejednokrotnie miałam ciarki podczas czytania i dziękuję sama sobie, że nie zdecydowałam się na nocną lekturę tej książki, bo każdy najmniejszy szelest mógłby skutkować u mnie podskoczeniem serca do gardła.

Jeśli lubicie się bać, to bardzo polecam Wam tę powieść!

"Bo najgorszy jest strach wywołany przez coś zupełnie zwyczajnego."


Komentarze

  1. O! Chyba mam następny tytuł do ogarnięcie po słowacku (ale pierwsze muszę rozprawić się z tym, co mam na półce ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Polecam Ci bardzo. Gdybym znała słowacki trochę lepiej sięgnęłabym też po te książki, których nie ma jeszcze w Polsce. Pisałam do Wydawnictwa, podobno mają w planie inne książki Kariki, więc pozostaje mi czekać... albo uczyć się słowackiego :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tag książkowy

Bardzo lubię Tagi Książkowe. Lubię czytać o Waszych nawykach czytelniczych i preferencjach. Jakiś czas temu dostałam nominację do tagu od Kasi z bloga Biały Notes . Bardzo dziękuję za to wyróżnienie i, żeby już nie przedłużać, zabieram się do pisania odpowiedzi na pytania.   Po książki jakiego gatunku sięgasz najczęściej? Moją miłością od zawsze jest fantastyka. Poszerzam swoje horyzonty czytając również biografie, literaturę faktu, thrillery czy kryminały. Nawet obyczajówka czasem się trafi. Jednak to fantastyka zajmuje największą część mojego serca i moich półek. Wolisz literaturę polską czy zagraniczną? W swoim ulubionym gatunku czytelniczym stawiam raczej na polskich autorów. W Polsce mamy bardzo dobrze rozwiniętą fantastykę i naprawdę jest z czego czerpać radość czytania. Ale nie jestem zwolenniczką myślenia pt. "Dobre, bo polskie. Patrząc jednak na moje podsumowanie czytelnicze ostatnich miesięcy, na prowadzenie - zarówno pod względem ilości przeczytanych przeze mnie k

Andrzej Sapkowski "Pani jeziora"

„Ten, kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni.”   Ciri w magiczny sposób trafia do legendarnego Króla Olch*. Otrzymuje tam propozycję „nie do odrzucenia”, jednak nie chce się na nią zgodzić. Yennefer jest przetrzymywana i torturowana przez Vilgefortza. Ma użyć swojej magicznej mocy, by namierzyć Ciri, którą Vilgefortz za wszelką cenę chce wykorzystać, jako środek do swoich haniebnych celów. Geralt wraz ze swoją kompanią w dalszym ciągu szuka zaginionej dziewczyny. Swoje poszukiwania postanawia rozpocząć też dawno nie widziany Jarre. Powodowany miłością ucieka ze świątyni bogini Melitele i zaciąga się do wojska by odnaleźć ukochaną.  Oprócz głównych bohaterów, Sapkowski wprowadza również nowe postacie poboczne. Moim ulubionym wątkiem było spotkanie Pani Jeziora imieniem Nimue ze śniączką Condwiramurs, która na podstawie oglądanych obrazów śniła prawdziwą historię Lwiątka z Cintry.  Jak już wspominałam w recenzji pierwszego tomu opo

Herbert George Wells „Wehikuł czasu”

  “Wehikuł czasu” to klasyk gatunku science-fiction. Jest to również klasyk postapo, gdyż przedstawiona tu wizja przyszłości nie napawa optymizmem. Warto wspomnieć, że powieść miała swój debiut w roku 1895. Zważywszy na to, ile się zmieniło od tego czasu, historia zawarta w książce intryguje tym bardziej.  Podróżnik w Czasie, będący głównym bohaterem powieści, podczas jednego ze spotkań ze znajomymi przedstawia tezę, jakoby czas miał być czwartym wymiarem. Pokazuje im także własnoręcznie zbudowaną maszynę, której zadaniem jest przenoszenie człowieka do któregokolwiek punktu na osi czasu. Sceptyczna reakcja przyjaciół wzmaga determinację Podróżnika do odbycia takiej wyprawy. Na następnym spotkaniu ma już do opowiedzenia ciekawą, choć niezbyt wesołą, historię na temat przyszłości. Maszyna przenosi go do roku 802 701. Spotyka tam Elojów – delikatne i wiotkie istoty, pokojowo nastawione, nie mające ani siły, ani intelektu, ani też chęci do porozumiewania się. Zagrożeniem dla ich życia są M