19 sty 2018

Tomasz Kowalski
"Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć"

Długo polowałam na tę książkę, aż wreszcie udało mi się pożyczyć ją od koleżanki. Na Waszych blogach czytałam tyle pozytywnych opinii, że nie odpuściłabym, nawet jeśli miałabym tej książki szukać do dziś. 

Rzecz dzieje się na cmentarzu położonym w Ponurej na południu Polski. Głównymi bohaterami są grabarze Tomasz, Rysiek i Młody, którzy w wolnym czasie rozprawiają na tematy mniej lub bardziej filozoficzne. Czasem do tych rozmów dołączają tacy znajomi, jak Madame Helikopter, Wampir Wincenty Murnałowski, czy pan Ćwięczek. Często pojawia się także Śmierć we własnej osobie. Tak, ta z kosą, taka prawdziwa. I wtedy właśnie robi się naprawdę ciekawie.

Tej książki nie da się czytać tak super na poważnie. Pełno w niej absurdów i zabawnych sytuacji. Śmierć okazuje się mieć dystans do siebie i poczucie humoru. Grabarze rozgrzani wysokoprocentowymi napojami nie użalają się na swój los i robotę, lecz opowiadają sobie takie historie, przy których i czytelnik do łez się uśmieje. Jednakże w każdej z tych przypowieści, choćby nie wiem jak surrealistyczna się wydawała, jest ziarnko prawdy i pewnego rodzaju nauka. Warto ją wyciągnąć po to, by lepiej poznać ludzką naturę, a także po to, by zastanowić się nad sprawami życia i śmierci.

Polecam tę książkę ludziom, którzy nie mają cierpliwości do czytania filozoficznych traktatów, a chcą pochylić się nad czymś, co porusza tematykę sensu życia i jego kształtu. Kształtu, który sami mu nadajemy. Cięty język oraz ogromna dawka ironii pozwolą nam przyswoić pewne wartości, którymi warto się kierować, aby przejść przez życie będąc dobrym człowiekiem.

Na zakończenie słowa, które dały mi do myślenia podczas lektury. Jakoś tak w szczególny sposób je zapamiętałam. 

Wiedzę zdobywa się nad książką, a nie kalendarzem.

To tyle. Polecam i pozdrawiam! :) 


2 komentarze:

  1. To jest coś czego mi ostatnio brakowało! A okładka to cudo! Ciekawa recenzja, pozdrawiam i zapraszam do siebie Słońce. https://cleosevhome.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Pojawiająca się śmierć we własnej osobie chyba już zawsze będzie kojarzyła mi się z Pratchettem. Jednak jestem zaintrygowana, bo ironia powiązana z humorem i drugim dnem, to coś absolutnie dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń