2 sie 2017

Justyna Posłuszna "Jutro będzie koniec świata"

Ile razy za Waszego życia miał się kończyć świat? Ja mam 27 lat i pamiętam dobrze dwa zapowiadane „końce świata”, pierwszy w 2000, drugi w 2012 roku. Pomniejszych końców świata było zapewne więcej, ale nawet nie zwróciłam na nie uwagi. Niektórzy ludzie wierzą w kalendarz Majów, inni w przepowiednie Nostradamusa. Są jeszcze tacy, którzy wykonują własne obliczenia, na bazie których próbują oszacować, kiedy ten świat się skończy. 

Takim właśnie człowiekiem jest Henry White, 80-letni angielski dżentelmen, o dość osobliwym usposobieniu. Na stare lata zostaje całkowicie zależny od swojej szwagierki, młodej karierowiczki, która dla świętego spokoju najchętniej umieściłaby go w ośrodku opieki. Henry jednak pod żadnym pozorem nie daje się wyciągnąć z domu. Po pierwsze: nie ma potrzeby nigdzie wychodzić, bo wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy kupuje mu gosposia, pracująca w jego domu już tak długo, że bez zadawania zbędnych pytań wie, czego mu trzeba. Po drugie: Henry panicznie boi się miejsc publicznych i obcowania z ludźmi. Jak widać, bez gosposi ani rusz. Pewnego dnia opiekunka jednak nie przychodzi do pracy, a Henry znajduje w domu jej list pożegnalny zostawiony dzień wcześniej. Wtedy jego świat staje na głowie.

Paweł Poliż jest młodym, wykształconym człowiekiem, który – tak, jak wielu naszych rodaków – wyjechał szukać lepszego życia w na Wyspach Brytyjskich. W Anglii zajmuje się budowlanką, bo w tej dziedzinie Polacy ponoć są najlepsi, przez co i praca jest pewniejsza. Nie sprawdza się jednak dobrze jako budowlaniec i szybko zostaje na lodzie. Wtedy poznaje Ninę - młodą, atrakcyjną i zadbaną (wręcz ekskluzywną) kobietę, która w dodatku wyraźnie ma na niego chęć. Wtem, jak grom z jasnego nieba, spada na Pawła propozycja pracy. Miałby się zajmować 80-letnim znajomym Niny. Z braku laku lepsza taka praca niż żadna. Paweł przyjmuje propozycję. Drogi Polaka i Anglika krzyżują się, a co z tego wyjdzie? To już możecie sprawdzić w książce.

„Jutro będzie koniec świata” to jak najbardziej udany debiut młodej pisarki, Justyny Posłusznej. Czegoś jednak mi zabrakło. Książka ma 260 stron, to trochę za mało, żeby porządnie rozwinąć pomysł relacji dwóch totalnie różnych, a jednak podobnych do siebie mężczyzn, okraszony dodatkowo wątkiem przepowiadanego końca świata. Idea – świetna. Wykonanie – jak dla mnie, trochę tak „po wierzchu”. Niby wszystko opisane, niby dobrze poznajemy postacie, ich przeszłość, ich lęki i wydarzenia, które je wywołały, a jednak jakoś tak zabrakło mi głębi. Dobrze by było poświęcić więcej miejsca na dokładniejsze opisanie rozwoju relacji między Pawłem i Henrym, w końcu to ich historia. Chętnie pogłębiłabym też psychologiczne portrety współlokatorów Pawła, bo zarówno na początku, jak i teraz, gdy skończyłam już tę powieść, są oni dla mnie wyłącznie Burakami-Polakami w Londynie, którzy tylko szukają okazji, żeby wychylić „jednego”. A szkoda, bo aż nie chce mi się wierzyć, że Polacy za granicą rzeczywiście tacy są. No chyba że są... Do postaci Niny nie mam żadnych zastrzeżeń – ona została bardzo dobrze opisana.

Ok, koniec narzekania. Teraz plusy. Powieść czyta się bardzo dobrze. Justyna Posłuszna pisze prostym, ale bardzo ładnym językiem. Każde zdanie jest doskonale dopracowane, aż czasem chce się czytać wybrane fragmenty więcej niż jeden raz. Historia zachęca do dalszego czytania, a gdy ze względu na obowiązki, jest się zmuszonym przerwać lekturę, w głowie kołacze się pytanie „Co będzie dalej?”. Dobrze zarysowana postać Niny wzbudziła we mnie silne emocje. To lubię. 

„Jutro będzie koniec świata” to książka idealna na lato, gdy wybieramy się na plażę, lub pijemy zimny soczek, sycąc się promieniami słońca. Czyta się ją z przyjemnością. 

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Autorce. Gratuluję udanego debiutu. To, do czego się przyczepiłam, to szczegóły – ostatnie szlify, których brakuje do ideału. Życzę nieskończonej weny twórczej i dalszych sukcesów pisarskich.




6 komentarzy:

  1. Mam zawsze to samo odczucie - jeśli fabuła skrywa wiele wątków to trudno ją zmieścić na niedużej ilości stron

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Gdyby książka była tak z 200 stron dłuższa, to można by było rozbudować lepiej rozpoczęte wątki. O ile autorka nie skusiłaby się na powiększenie liczby wątków, kosztem ich jakości. Ale - tak jak mówię - książka spoko. Czegoś mi po prostu w niej zabrakło i podejrzewam, że to o złożoność chodzi :)

      Usuń
  2. Swoją recenzją bardzo zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki. Dziękuję! Uwielbiam takie powieści. A o Autorce jeszcze nie slyszałam. Dlatego chętnie zapoznam się z tym, co pisze.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam. Bardzo miło się ją czyta. To dopiero debiut i jestem pewna, że następne książki będą jeszcze lepsze. Czekam z niecierpliwością :) Z zaproszenia chętnie skorzystam, dziękuję :)

      Usuń
  3. A ja końcu świata 2012 skorzystałam, bo dzięki niemu szybciej wzięłam ślub. ;P Powiedziałam mężowi, że nie ma co czekać, skoro pod koniec roku i tak wszystko szlag trafi i tak go to rozbawiło, że już nie polemizował. ;)

    Co do samej książki - ostatnio często trafiam na debiutanckie tytuły ze świetnym pomysłem i powierzchownym wykonaniem. Po trochu to wina amatorskich pisarzy, którzy od razu chcą się znaleźć na księgarskich półkach, ale po trochu też "wydawnictw za opłatą" (a takich niestety coraz więcej), które za odpowiednią kasę wydrukują byle co, zamiast wskazać debiutantowi odpowiednią drogę i kazać mu dłużej pracować nad historią. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! No to pięknie skorzystałaś z końca świata :) Spryciula! Gratuluję :D

      Co do książek: zastanawiałam się długo nad tym, co napisałaś. Myślę, że większą winą można obarczyć wydawnictwa, niż pisarzy. Każdy może próbować swoich sił, ale nie każde wydawnictwo musi się zgadzać na publikację. Książka Justyny Posłusznej nie jest zła, tylko za mało nabudowana. W Wydawnictwie zabrakło po prostu kogoś, kto merytorycznie pomógłby jej dopracować powieść. Masz rację, pogoń za kasą działa na niekorzyść początkujących pisarzy :(

      Usuń