Suzanne Collins
„Igrzyska śmierci tom 2: W pierścieniu ognia”


Po zachwycie nad pierwszą częścią „Igrzysk śmierci” zrobiłam sobie kilkumiesięczną przerwę, żeby ochłonąć. Z nowymi siłami oraz głową otwartą na kolejne, krwawe doświadczenia wróciłam do okrutnego Panem.

Katniss Everdeen, którą spotykamy w drugiej części, jest inna niż na początku. Dziś już umie walczyć o swoje, jest odważna i dumna. Nie boi się igrać z ogniem, a gdy komuś z jej bliskich grozi niebezpieczeństwo, jest skłonna do najwyższych poświęceń.



Od momentu zakończenia Igrzysk życie bohaterki zmienia się diametralnie. Wraz z rodziną i przyjaciółmi żyje w Wiosce Zwycięzców, niczego jej nie brakuje, może pławić się w dobrobycie. Jednakże do tej pysznej beczułki miodu władza nieustannie dodaje łyżkę dziegciu. Nie może  bowiem wybaczyć Katniss jej zachowania na arenie, gdy razem z Peetą, swoim kontrowersyjnym czynem pokazali, że nie pozwolą, by traktowano ich, jak pionki w żałosnej grze Kapitolu. W momencie, gdy złamali tradycję Igrzysk, zgodnie z którą tylko jeden rekrut może zwyciężyć, udowodnili społeczeństwu, że można zagrać autokratom na nosie. Mniej odważni mieszkańcy Panem, w ciszy swoich serc, podziwiają ich za ten bohaterski czyn. Śmielsi, zaś, jawnie mówią o buncie. Podczas ogólnokrajowego Tournee Zwycięzców Katniss obserwuje, do czego zdolna jest władza, by ugasić tlący się ogień rewolucji. Tymczasem zbliżają się kolejne Igrzyska. Już po raz siedemdziesiąty piąty rekruci staną naprzeciw siebie, by walczyć na śmierć i życie. Z tym, że z okazji jubileuszu Kapitol przygotował dla swych obywateli spektakl, jakich mało. Spektakl, jakiego nikt się nie spodziewał.

Wartka akcja sprawiła, że przez kilka dobrych godzin nie mogłam oderwać się od powieści. Plastyczne, krwawe opisy wzmagały głód mojej wyobraźni w myśl, że „w miarę jedzenia apetyt rośnie”. Zachłystywałam się każdym akapitem, a i tak nie mogłam przestać karmić mojej fantazji. Od początku do końca czułam się zaskoczona i przerażona jednocześnie. Otwarcie buntowałam się przeciwko niektórym wydarzeniom, pomimo to czytałam z wypiekami na twarzy do samego finału. A gdy zamykałam książkę, w głowie kołatało się jedno pytanie „Jak to się mogło stać?”. Rzadko zdarza się, żebym śniła o wydarzeniach z książki, tutaj jednak kilka nocy przeżyłam jako Katniss Everdeen.

Ocena 10/10 (!)

5 komentarzy:

  1. Widzę, że ta seria zrobiła na Tobie takie wrażenie jak na mnie kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam lata tem, ale wielką fanką nigdy nie byłam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam książki, niestety tylko oglądałam adaptację. Jakoś nie potrafię się przemóc i stwierdzić, tak to książka/-i, które koniecznie chciałabym przeczytać. Wygląda na to, iż pozostanę w tej kwestii tylko przy filmie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie jest to chyba najlepsza cześć, chociaż rozterki Katniss czasem strasznie mnie denerwowały. Collins świetnie wymyśliła nowe igrzyska, aż zaparło mi dech w piersiach kiedy to przeczytałam. I oczywiście pochłonęłam trzy tomy w tydzień ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, to była niesamowita część, ale bądź gotowa - trójka wydrze Ci serce z piersi i rozgniecie na miazgę. Pół nocy przeryczałam, skończywszy Kosogłosa. Niesamowita trylogia!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Sonia Czyta , Blogger