27 cze 2016

, ,

Joseph Gelinek "Dziesiąta symfonia"

W świecie muzycznym istnieje pojęcie „klątwy dziewiątej symfonii”. Jest to mit romantyczny mówiący o tym, że kompozytor może stworzyć w swoim życiu tylko dziewięć symfonii, a każdy, kto podejmie się pracy nad dziesiątą, znacząco podupada na zdrowiu i umiera. Klątwa ma swe źródło w epoce klasycyzmu, w biografii Beethovena, który nie napisał już żadnej symfonii po tej z „Odą do radości” (Dziewiąta). Podobnie rzecz ma się z Dvořakiem.  Bruckner zaś, chcąc oszukać przeznaczenie, swoją pierwszą symfonię oznaczył, jako zerową, a Gustav Mahler, nie chcąc by w nazwie pojawiło się słowo „symfonia”, swoją dziewiątą nazwał „Das Lied von der Erde” (Pieśń o ziemi). Po ukończeniu prac nad nią dopadło go fatum. Nawet współcześni kompozytorzy wolą nie zadzierać ze śmiercią – Krzysztof Penderecki zarzeka się, że nigdy dziewiątej symfonii nie napisze.

Wielkie więc, było moje zdziwienie, gdy na półce w bibliotece ujrzałam książkę Gelinka zatytułowaną „Dziesiąta symfonia”. Z okładki swoim mrocznym spojrzeniem darzył mnie Ludwig van Beethoven. Musiałam ją przeczytać!


    „Młody hiszpański muzykolog Daniel Paniagua bierze udział w koncercie, podczas którego zostaje wykonana rekonstrukcja pierwszej części X Symfonii Ludwiga van Beethovena i zaczyna podejrzewać, iż autor tej rekonstrukcji, Ronald Thomas, być może jest w posiadaniu oryginału dzieła. Wkrótce Thomas zostaje bestialsko zamordowany - mordercy odcinają swojej ofierze głowę, na której jest wytatuowana sekwencja muzyczna. Daniel Paniagua zostaje wciągnięty w wir zaskakujących wydarzeń, piętrzących się zagadek, tajemniczych przypadków, które kolejno odsłaniają nieznane fakty z biografii Ludwiga van Beethovena.” (opis z okładki)

 W „Dziesiątej...”  Joseph Gelinek wplata wiele wątków muzykologicznych, co może odstraszyć laików lub osoby, które po prostu nie do końca orientują się w historii muzyki, podstawach harmonii itd. Jednakże jeśli czytelnik posiada otwarty umysł i lubi dowiadywać się nowych rzeczy, nie powinien bać się tych fragmentów. Warto wspomnieć, że główny bohater właśnie dzięki analizie muzycznej, odgaduje tajemniczy szyfr zapisany nutami. Nie ukrywam, że dla mnie – jako muzyka – motyw analizy był najciekawszy i mocno podbił ocenę tej powieści.

Był to mój pierwszy kontakt z thrillerem. Kontakt, którego niestety nie mogę zaliczyć do udanych. Nie dość, że czytanie zajęło mi trzy miesiące (może i mnie dopadła klątwa? :D), to jeszcze finał wzbudził we mnie zażenowanie. Nie stawiam jednak tej książce niskiej oceny, bo dzięki niej spędziłam kilka naprawdę przyjemnych wieczorów pełnych zagadek, logicznego myślenia oraz muzyki Ludwiga van Beethovena.

Tytuł oryginalny: La décima sinfonía
Kategoria: literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Muza
Moja ocena: 6/10

0 komentarze:

Prześlij komentarz