17 maj 2018

Agatha Christie "Dom zbrodni"

To było moje trzecie spotkanie z Agathą Christie. Wcześniej czytałam „Morderstwo w Orient Expressie” oraz „I nie było już nikogo”. Zarówno jedna, jak i druga książka była dla mnie objawieniem kryminalistycznym. Już w przedmowie autorka pisze, że „Dom zbrodni” to jedna z jej ulubionych książek, dlatego spodziewałam się fabularnego giganta zamkniętego w zaledwie 200 stronach. 

Niestety się zawiodłam. 

Co prawda, do samego końca nie miałam stuprocentowej pewności, kto stoi za morderstwem osiemdziesięcioletniego Arystydesa Leonidesa, ale przeczucie skierowało mnie w dobrą stronę. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że więcej przewidziałam czytając okładkę (spoiler!), niż zagłębiając się w powieść. Także jeśli chcecie być naprawdę zaskoczeni, odpuśćcie czytanie opisu na okładce, bo Wam może popsuć całą zabawę.

Treść  sama w sobie również nie zwaliła mnie z nóg. Wcześniejsze książki Christie pochłaniałam w kilka godzin. Ta zajęła mi 5 dni… przypominam objętość: 217 stron. Skąd takie wolne tempo? Z braku zainteresowania fabułą oraz rozdrażnienia jednym wielkim absurdem w postaci podawania szczegółów śledztwa osobie postronnej, będącej w luźnym związku z członkinią rodziny zamordowanego, tylko dlatego, że ta osoba postronna jest ojcem policjanta zajmującego się sprawą. Mocno naciągana sztuczna gmatwanina.

Niestety „Dom zbrodni” nie zainteresował mnie tak, jak poprzednie książki Christie, które czytałam. Właściwie to można powiedzieć, że ta powieść „ani mnie nie grzeje, ani nie ziębi”. No, może jednak trochę ziębi. Dlatego ocena: 4/10.

Continue reading Agatha Christie "Dom zbrodni"

11 maj 2018

Carlos Ruiz Zafón "Labirynt duchów"


Kilka ładnych lat trzeba było czekać na finał Sagi o Cmentarzu Zapomnianych Książek Carlosa Ruiza Zafóna. Czy było warto? Zapraszam do przeczytania mojej opinii.

Aby lepiej poczuć klimat Barcelony, postanowiłam wrócić do początku i przeczytać wszystkie trzy wcześniejsze tomy Sagi, począwszy od „Cienia wiatru”, czyli w kolejności wydawniczej. Później pożałowałam, że nie wpadłam na pomysł przeczytania w kolejności zgodnej z chronologią zdarzeń, ale cóż... klamka zapadła. Następnym razem (który niewątpliwie nastąpi) będę mądrzejsza.

Oszczędzę Wam opowiadania treści, bo to możecie przeczytać wszędzie. Dlatego od razu przechodzę do własnych odczuć towarzyszących mi podczas lektury. Na początek ostrzeżenie: zaczynam od tego, co mi się w książce nie podobało, później skupię się na plusach. Wszystkie moje zarzuty są związane z ogromnymi nadziejami, które pokładałam w „Labiryncie...”.

Po pierwsze: dotychczas żadna książka Zafóna nie dłużyła mi się tak bardzo jak „Labirynt duchów”. Pierwsza połowa, pomimo intrygi i innych zawiłości, nie potrafiła mnie sobą trwale zainteresować. Później już coraz więcej mnie ciekawiło, ale w dalszym ciągu nie udało mi się wpaść w tę powieść jak przysłowiowa śliwka w kompot. Nie przypadła mi do gustu główna bohaterka, Alicja Gris, męczyły mnie wydarzenia, kręcące się wokół niej. Z jednej strony to dobrze, że wzbudzała we mnie emocje – to znaczy, że była porządnie zbudowana psychologicznie. Szkoda tylko, że nie udało mi się jej polubić.

Po drugie: brakowało mi tej niezwykłej atmosfery, która towarzyszyła mi nieustannie podczas czytania trzech pierwszych tomów Sagi. Tego tajemniczego klimatu, który niejednokrotnie powodował u mnie gęsią skórkę; wydarzeń, które nie pozwalały mi zasnąć z ciekawości, co będzie dalej; pytań, które mnie dręczyły, gdy nie mogłam oddać się lekturze zajęta innymi sprawami.

Po trzecie: proporcje. Uważam, że autor zbyt dużo miejsca poświęcił sprawie, którą miała rozwikłać Alicja. Kosztem tego zabiegu stało się zbyt szybkie i niedbałe zamknięcie głównego wątku, dotyczącego rodziny Sempere. Myślę, że o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby podzielenie „Labiryntu...” na dwie osobne książki: pierwsza – o sprawie Alicji, druga – będąca absolutnym zamknięciem serii. Wtedy autor miałby wystarczająco dużo miejsca na porządny finał i dopieszczenie szczegółów. A tak, wyszło trochę „po łebkach”.

Po czwarte: rozwiązanie wszystkich tajemnic. Nie rozumiem, dlaczego autor zdecydował się na podanie czytelnikowi wszystkiego „na tacy”. Po co? Osobiście wolę, gdy po zamknięciu książki nurtują mnie pytania, gdy powieść długo nie pozwala o sobie zapomnieć, gdy mam również dowolność w interpretacji zakończenia. Po przeczytaniu „Labiryntu duchów” czuję się trochę tak, jakby przewrócił mi się długo budowany misterny domek z kart. Jakby całe starania poszły na marne.

Ok, koniec zrzędzenia. Czas na plusy, bo książka podobała mi się, pomimo gorzkich żali, które wylałam w kilku powyższych akapitach.

Zafón to bardzo dobry pisarz. Taki, któremu można na ślepo zaufać. Moje wcześniejsze zarzuty są związane tylko i wyłącznie z moimi oczekiwaniami, które nie zostały spełnione. Liczyłam na to, że ostatni tom będzie arcydziełem. Nie oznacza to, że „Labirynt...” to książka zła. Co to, to nie! „Labirynt duchów” to dobra książka – o niebo lepsza od niejednej dostępnej na rynku. A Zafón to bardzo dobry autor. Dlatego właśnie stawia się mu najwyższe wymagania.

Budowa postaci – bez zarzutu. Jak zwykle każdy jest charakterystyczny, pełnokrwisty i potrafi wzbudzać w czytelniku emocje.

Opisy sytuacji i uczuć – świetne! Nieraz przyprawiały mnie nawet o własny, fizyczny ból. A rzadko kiedy udaje mi się współodczuwać z bohaterami.

Język – typowy dla Zafóna. Z jednej strony dość prosty, ale raz na jakiś czas autor wrzuca zdanie, które wymaga od czytelnika dłuższego zastanowienia. Oczywiście nie obyłoby się bez zakładek indeksujących, którymi zaznaczałam ulubione fragmenty lub aforyzmy, jednak było ich mniej niż zwykle.

Wspomnienia, które człowiek grzebie w grobie milczenia, nie przestają go prześladować.
Podsumowując: uważam, że „Labirynt...” jest dobrą książką, ale trochę jej brakuje do tej czystej doskonałości, do której Zafón przyzwyczaił mnie w trzech poprzednich tomach Sagi. Po cichu liczyłam na to, że „Cmentarz Zapomnianych Książek” będzie pierwszą serią, którą ocenię w całości na „dziesiątkę”. Szkoda, że się nie udało. Jednak pomimo wszelkich zarzutów, nie żałuję ani minuty spędzonej nad tą książką. I cieszę się z każdej strony, którą mogłam przeczytać. Wierzę, że i Wy nie będziecie żałować poświęconego czasu.



Continue reading Carlos Ruiz Zafón "Labirynt duchów"