Suzanne Collins
„Igrzyska śmierci tom 2: W pierścieniu ognia”

30 maj 2017


Po zachwycie nad pierwszą częścią „Igrzysk śmierci” zrobiłam sobie kilkumiesięczną przerwę, żeby ochłonąć. Z nowymi siłami oraz głową otwartą na kolejne, krwawe doświadczenia wróciłam do okrutnego Panem.

Katniss Everdeen, którą spotykamy w drugiej części, jest inna niż na początku. Dziś już umie walczyć o swoje, jest odważna i dumna. Nie boi się igrać z ogniem, a gdy komuś z jej bliskich grozi niebezpieczeństwo, jest skłonna do najwyższych poświęceń.



Od momentu zakończenia Igrzysk życie bohaterki zmienia się diametralnie. Wraz z rodziną i przyjaciółmi żyje w Wiosce Zwycięzców, niczego jej nie brakuje, może pławić się w dobrobycie. Jednakże do tej pysznej beczułki miodu władza nieustannie dodaje łyżkę dziegciu. Nie może  bowiem wybaczyć Katniss jej zachowania na arenie, gdy razem z Peetą, swoim kontrowersyjnym czynem pokazali, że nie pozwolą, by traktowano ich, jak pionki w żałosnej grze Kapitolu. W momencie, gdy złamali tradycję Igrzysk, zgodnie z którą tylko jeden rekrut może zwyciężyć, udowodnili społeczeństwu, że można zagrać autokratom na nosie. Mniej odważni mieszkańcy Panem, w ciszy swoich serc, podziwiają ich za ten bohaterski czyn. Śmielsi, zaś, jawnie mówią o buncie. Podczas ogólnokrajowego Tournee Zwycięzców Katniss obserwuje, do czego zdolna jest władza, by ugasić tlący się ogień rewolucji. Tymczasem zbliżają się kolejne Igrzyska. Już po raz siedemdziesiąty piąty rekruci staną naprzeciw siebie, by walczyć na śmierć i życie. Z tym, że z okazji jubileuszu Kapitol przygotował dla swych obywateli spektakl, jakich mało. Spektakl, jakiego nikt się nie spodziewał.

Wartka akcja sprawiła, że przez kilka dobrych godzin nie mogłam oderwać się od powieści. Plastyczne, krwawe opisy wzmagały głód mojej wyobraźni w myśl, że „w miarę jedzenia apetyt rośnie”. Zachłystywałam się każdym akapitem, a i tak nie mogłam przestać karmić mojej fantazji. Od początku do końca czułam się zaskoczona i przerażona jednocześnie. Otwarcie buntowałam się przeciwko niektórym wydarzeniom, pomimo to czytałam z wypiekami na twarzy do samego finału. A gdy zamykałam książkę, w głowie kołatało się jedno pytanie „Jak to się mogło stać?”. Rzadko zdarza się, żebym śniła o wydarzeniach z książki, tutaj jednak kilka nocy przeżyłam jako Katniss Everdeen.

Ocena 10/10 (!)
5

Patrick Ness "Siedem minut po północy"

23 maj 2017

Drugą książką, która Was zainteresowała w mojej ankiecie na Twitterze było „Siedem minut po północy”, dlatego dziś kilka słów właśnie na jej temat.

 
Głównym bohaterem jest trzynastoletni Conor, który w tak młodym wieku musi radzić sobie z natłokiem doświadczeń, przerastającym nieraz nawet osoby dorosłe: rozwód rodziców, nieuleczalna choroba matki, problemy z przyjaciółmi, przemoc ze strony rówieśników... Z pomocą przychodzi mu wcale-nie-taki-straszny potwór. Nakreśla mu kilka historii, z których chłopiec ma wyciągnąć morał, a tym samym przygotowuje go do najgorszego – do ostatecznego pożegnania z jedyną prawdziwie kochającą osobą.

 


Co jest świetne – książka mała, delikatna i cienka jak dla dzieci, a jednak przedstawia uniwersalny temat i wartości. Problem finalnych pożegnań ma bowiem każdy z nas. Żaden moment nie jest właściwy, a śmierć nawet po długiej chorobie wydaje się być zaskoczeniem. Bardzo dojrzałą decyzją jest pogodzenie się z tym, co nieuniknione. Tylko ile z nas naprawdę to potrafi?


Opowieści są ważne - stwierdził potwór. - Czasami potrafią być nawet najważniejsze. Jeśli tylko niosą ze sobą prawdę.
Dużo dobrego przeczytałam i usłyszałam o tej książce długo przed tym, zanim wpadła mi w ręce. Przedwcześnie jednak dla mnie obrosła legendą, dlatego spodziewałam się ogromnego poruszenia i wybuchu płaczu na koniec. Niestety nie było mi dane tego doświadczyć. Może za szybko ją przeczytałam? Może nie wszystko zrozumiałam? A może po „Słowiku” Kristin Hannah tak zmieniła mi się wrażliwość czytelnicza, że już mało co mnie wzrusza? Co by nie było „Siedem minut po północy”, to na pewno opowieść piękna i warta poznania, ale postarajcie się nie wywierać na niej presji – nie popełnijcie mojego błędu.

7

Andrzej Sapkowski "Trylogia Husycka"

16 maj 2017

Trzy dni temu na Twitterze ogłosiłam sondę. Dałam Wam wybór książki, której recenzja pojawi się u mnie na blogu. Najwięcej głosów zdobyła (i tu moje zaskoczenie) „Trylogia Husycka” Andrzeja Sapkowskiego. Skąd zaskoczenie? Bo do wyboru były jeszcze „Osobliwy dom Pani Peregrine”, „Siedem minut po północy” i „Gwiazd naszych wina”. Wszystkie te książki były całkiem niedawno wielkimi hitami. A jednak wybraliście naszego polskiego autora.  A Wasz wybór jest mi szczególnie na rękę, bo o „Trylogii Husyckiej” właśnie najbardziej chciałam napisać😉

Ad rem.

Na „Trylogię Husycką” składają się:
  • „Narrenturm”
  • „Boży bojownicy”
  • „Lux perpetua”

Historia dzieje się w XVw. Głównym bohaterem jest Reinmar z Bielawy, zwany Reynevanem. Młodzieniec zajmuje się zielarstwem i medycyną. Wyprzedza go jednak sława z zupełnie innej dziedziny. Odkąd został przyłapany w sypialni z ognistą mężatką, na Dolnym Śląsku i w Czechach aż trąbi o jego słabości do kobiet. I jest to prawda. Reynevan, jak mało kto, jest mamiony porywami serca. Z tego powodu popełnia mnóstwo głupot (i drażni tym okrutnie czytelnika!). Za cudzołożnikiem idzie pościg, ale żeby zranić go dogłębnie, ktoś uderza w najczulszy punkt Reinmara – w jego rodzinę. Oszalały ze wściekłości, żądny zemsty, wielokrotnie wpada w tarapaty, jednak z opresji zawsze wyciągają go druhowie – Szarlej i Samson Miodek. Gdyby nie oni, historia Reynevana skończyłaby się mniej więcej w połowie pierwszego tomu.

- Nie ma we mnie już mocy. Nie ma mocy tam, gdzie nie ma nadziei.
- Nadzieja jest zawsze. Nadzieja to światłość wiekuista. Lux perpetua. La luce eterna.
Mimo że główny bohater jest bardzo emocjonalny, to nie uczucia i nie relacje międzyludzkie są tu najważniejsze. Sapkowski skupia się w „Trylogii...” przede wszystkim na przygodach, strategiach i wojnach husyckich. Są heretycy i są katolicy, którzy z nimi walczą. Gdzie w tym wszystkim Reynevan? Tego już Wam nie powiem. Odeślę Was do książek.

Po przeczytaniu całej trylogii wydaje mi się, że bardziej spodoba się ona mężczyznom, niż kobietom. Oni lubią opisy walk, politykę, strategiczne spotkania z mapą na stole i rozmowy okraszone soczystymi wulgaryzmami. Ja szukam w książce portretów psychologicznych, relacji międzyludzkich, emocji i poruszeń. Wszystko to znalazłam w „Sadze o Wiedźminie”, a w „Trylogii Husyckiej” mi tego zabrakło. Na duży plus jednak zasługuje niezwykle humorystyczny styl Sapkowskiego – wielokrotnie w pociągu musiałam się mocno powstrzymywać, by nie parsknąć śmiechem. Obiektywnie rzecz ujmując, jest to dobra literatura i na pewno warta poznania. 

7/10

PS. „Trylogię Husycką” nie tylko czytałam, ale również słuchałam. I gorąco polecam to słuchowisko! Mnogość aktorów, doskonała gra głosem, rewelacyjny narrator (Krzysztof Gosztyła). Naprawdę warto. 

Książki przeczytane w ramach wyzwania „Czytam polskie serie”
 
10

Kristin Hannah "Słowik"

9 maj 2017

Obawiam się, że będzie to jedna z najkrótszych recenzji na tym blogu. Bo jakich słów mo użyć, by opisać książkę, która tak głęboko poruszyła moje serce? By te wszystkie zdania, które chcę napisać, nie były tylko pustymi frazesami, których pełno dookoła? Chyba się nie da.

„Miłość pokazuje nam, kim chcemy być, wojna zaś – kim jesteśmy.”
Jesteśmy we Francji, w czasie II wojny światowej. Głównymi bohaterkami powieści są dwie siostry: Vianne i Isabelle.  Ich matka zmarła lata temu, po czym ojciec – uczestnik I wojny światowej – oddał dziewczynki obcym na wychowanie. Dziś już są dorosłymi kobietami. Vianne jest starsza, uprzejma i rozsądna. Dokładnie analizuje każdy ruch, by nie narazić swojej rodziny na niebezpieczeństwo. Isabelle jest młoda, odważna i niepokorna. Emocje ją zaślepiają. W swej nienawiści do wroga jest tak zdeterminowana, że postanawia wziąć aktywny udział w walce o wolną Francję.

„Słowik” to opowieść o okrucieństwie wojny. O tym, jak jedni ludzie zmieniają się w potwory, a drudzy próbują jakkolwiek siebie i swe rodziny przed tymi zwierzętami w ludzkiej skórze uchronić. Wojna to nieustanna próba lojalności, przyjaźni i miłości, a miłość jest słabością, którą wróg ochoczo wykorzystuje, by upodlić swą ofiarę.

„To nie boli, powtarzała w duchu, to tylko moje ciało. Nie mogą tknąć mojej duszy.”
Czy jednak rzeczywiście nie mogą tknąć duszy? Doświadczenia wojenne zmieniają ludzi nie do poznania. Gdy opadnie bitewny pył, wnętrze człowieka na długi czas pozostaje złamane. I przez wiele lat pamięta ten lęk, nieufność, żal i trwanie na granicy życia i śmierci.

„Tato - szepnęła, a to proste słowo zdawało się zawierać w sobie niezmierzoną głębię.”
„Słowik” to powieść bardzo poruszająca, wielokrotnie płakałam podczas lektury. Całym mym sercem wstrząsała tęsknota, smutek i ból, a bezradność rozdzierała mnie od środka. Dawno tak mocno nie przeżywałam książki.

10/10

6

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life